środa, 20 czerwca 2018

"Without Merit" Colleen Hoover


Bardzo długo czekałam na kolejną powieść Colleen Hoover i nie będę oszukiwać, że po spektakularnej premierze „It Ends With Us” nie mogło być inaczej.  Bardzo cieszyła mnie informacja, że Wydawnictwo Moondrive pozostawiło oryginalną okładkę i tytuł. Dopiero, gdy skończymy czytać książkę ten frontowy rozdarty i prowizorycznie pozszywany kawałek kartki zaczyna nabierać dla nas ogromnego znaczenia. Jest idealnym wizualnym zwieńczeniem tej bardzo głębokiej i nietypowej powieści. Ale może zacznę od początku. O czym jest „Without Merit”? Notka od Wydawcy:

Siedemnastoletnia Merit na pewno nie ma normalnego życia. Jej schorowana matka mieszka w piwnicy, a ojciec na górze – z nową żoną i dziećmi z obu małżeństw. Jej siostra bliźniaczka, śliczna Honor, to chodzący ideał, a brat Utah – nieznośny perfekcjonista. Merit czuje, że jest ich zupełnym przeciwieństwem, że wciąż robi coś nie tak, jak powinna, a na dodatek stale przydarza jej się coś złego.

Najbardziej bolesne są dla niej jednak kolejne tajemnice, które coraz bardziej oddalają od siebie członków rodziny. W tym sekret samej Merit: dziewczyna zakochuje się w chłopaku swojej siostry. Sytuacja zaczyna ją przerastać. Rezygnuje ze szkoły, zaszywa się w domu i po cichu „znika z własnego życia”, a w końcu postanawia opuścić dom na zawsze. Jednak jej plan nie wypala i musi zdecydować… czy może dać drugą szansę nie tylko swojej rodzinie, ale również sobie.


Prawda, że treść jest trochę nietypowa? Początkowo po zapoznaniu się z opisem pomyślałam, że ta powieść jest dziwna i że to chyba coś eksperymentalnego w wykonaniu autorki. Później jednak stwierdziłam, że nie, bo to przecież Colleen i nie może być źle, historia na pewno będzie miała drugie dno. I tak właśnie było. Powieść rozpoczyna się dość leniwie. Poznajemy całkiem zwyczajną siedemnastolatkę i jej codzienne - niecodzienne życie, które z dnia na dzień zaczyna zamieniać się w piekło. Bo czy to normalne nienawidzić swoją rodzinę? A miejsce w, którym się mieszka nie nazywać domem? Z dnia na dzień z pozoru ciche życie członków rodziny Vossów zaczyna przytłaczać Merit. Narasta jej zazdrość o siostrę bliźniaczkę i jej popularności w szkole. Wzrasta jej niechęć i nienawiść do brata, któremu nie potrafi wybaczyć zdarzeń z przeszłości. Matka z ojcem przestali zwracać uwagę na jej istnienie, a macocha próbuje ustawiać ją w kącie za złe zachowanie. Na dodatek wszystkiego zakochała się w chłopaku swojej siostry i zaczyna się nienawidzić za to co zrobiła. Nie brzmi to normalnie, ale dla niej to codzienność... do momentu, gdy nie jest w stanie dłużej wytrzymać i wybucha.


"Mam tego dość. Mam dość tajemnic i mam dość kłamstw. I męczy mnie, że jestem jedyną osobą w tym domu, która musi zachowywać wszystkie sekrety!"

I tu następuje tak ogromny zwrot akcji, że ze spokojnego wręcz nudnego życia... nagle wpadamy do emocjonalnego tornada! Istne pole minowe, bo ze strony na stronę zaczynamy odkrywać coraz to gorsze tajemnice całej rodziny Vossów. Normalnie nie potrafiłam się oderwać od akcji. Zarwałam noc, siedziałam cały dzień i myślałam o tej książce nie mogąc zebrać myśli. Biłam w głowę jak w ogóle ugryźć problem, który został w niej poruszony… siadałam do tej recenzji trzy razy i za każdym razem zastanawiałam się czy aby na pewno będę potrafiła opisać, to co podczas jej czytania czułam. I wiecie co? Jestem niesamowicie poruszona problemem Merit. Nie była to łatwa lektura, bo przekaz autorki był bardzo intensywny. Były momenty w których czułam złość, wręcz wściekłość na zachowanie bohaterki i jej rodziny... ale gdy przyszło zrozumienie... wow, wtedy pojęłam z jak ciężką sytuacją zmagali się wszyscy członkowie Litra Vossów. 

"Nie każdy błąd zasługuje na konsekwencje. 
Czasem jedyne na co zasługuje, to przebaczenie"


Colleen moja Ty mistrzyni słowa! Jesteś cudowna, bo poruszyłaś problem, który niby jest bagatelizowany przez osoby w niego wpadające… ale jego konsekwencję są bardzo dalekosiężne, nie tylko dla tych osób ale i też dla ich rodzin. Spójrzcie tylko na moją książkę. Ta ilość zakładek nie jest przypadkowa. Zaznaczałam wszystkie najważniejsze zdania, myśli i słowa. Książka nie jest skarbnicą przesłodzonych, górnolotnych i bajkowych cytatów... w niej aż kipi od zupełnie innych emocji. Często jest to frustracja, bezsilność, obojętność i wstyd. Autorka nie bała się stworzyć "brzydkiej" książki. Nie chodzi mi o jakieś sprośne lub tym bardziej makabryczne sceny, ona przelała na papier historię, która może wielu osobą pomóc.


"Myślę, że wszyscy dobrnęliśmy do etapu, na którym czekaliśmy, aż ktoś inny zrobi pierwszy krok. może tu kryje się źródło wielu problemów rodzinnych. To nie w samych problemach tkwi tak naprawdę kłopot - a w tym, że nikt nie ma odwagi wykonać pierwszego kroku i o nich porozmawiać"


Powiem Wam szczerze, że jest to powieść w której każdy znajdzie coś dla siebie. Nie mówię, że każdy z nas ma podobne kłopoty, ale coś w treści książki sprawiło, że sama się obudziłam i zaczęłam inaczej je postrzegać. I to uwielbiam w Colleen, bo ona zawsze otwiera oczy na sprawy, obok których normalnie przeszlibyśmy obojętnie. Nadaje swym powieścią realnych, wadliwych, czasem również bardzo cierpiących bohaterów, z którymi możemy się utożsamić. Ma siłę przekazu, która nie narzuca swojego zdania… ona tylko odkrywa to, co możemy sami zobaczyć. Świetna! Pouczająca! Głęboka i wzruszająca! Polecam bardzo wszystkim fanom pióra Colleen. Może przywykliście do książek, w których autorka na pierwszym planie stawia trudną romantyczną miłość oraz przeszkody związane z osiągnięciem szczęścia. Oczywiście, takie były jej poprzednie książka. Ta powieść jest inna - głębsza i bardziej psychologiczna. Mimo tego, również poruszy struny w Waszym sercu i bardzo Was zadowoli. "Without Merit" po raz kolejny dowodzi, że Colleen jest mistrzynią przekazywania wszystkich emocji. Polecam!




8/10

Za Egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:







poniedziałek, 18 czerwca 2018

„Moja Twoja Wina” Beata Majewska


Moja Twoja Wina” Beaty Majewskiej to mój debiut jeżeli chodzi o autorkę. Nie czytałam nigdy wcześniej żadnej jej powieści… i już na wstępie powiem, że żałuję, bo czuję, że ominęło mnie wiele dobrego. Gdy Wydawnictwo Książnica napisało do nas z pytaniem czy chciałybyśmy ją zrecenzować, przyznam, że po samym opisie chciałam poznać historię Urszuli i tego jak sobie poradziła w życiu po tym, co nagle odkryła:



Urszula przyłapuje męża na zdradzie. Decyduje się odejść od niego i zamieszkać w zrujnowanym wiejskim domu odziedziczonym po przyszywanej ciotce. Zdruzgotanej kobiecie nie jest łatwo w nowej sytuacji, ale wspierają ją wieloletnia przyjaciółka oraz rezolutna sąsiadka. Niebawem były mąż zaczyna wykorzystywać Ulę finansowo. Wtedy w życiu Urszuli pojawia się Michał Żuk – początkowo konkurencja biznesowa, potem opiekuńczy mężczyzna ratujący ją z opresji. Niestety Michał skrywa tajemnice, które mogą zniszczyć rozkwitający związek.



Jestem niesamowicie zaskoczona tym, jak bardzo mi się podobała ta książka. I w życiu bym nie sądziła, że za tą słodką okładką, na której widnieje serce z jarzębiny będzie się kryło tyle dramatów. Tak, dokładnie dramatów, ponieważ to co się dzieje w tej książce jest czasami tak nieprawdopodobne, że aż nie możliwe do zaistnienia w realnym życiu.

Urszula po tym jak odkryła zdradę męża, nie wiedziała co zrobić. Młoda kobieta po 30 – ułożone i zaplanowane, czasami aż nudne życie. Nagle została sama, bez środków do życia, bo „mąż” postanowił ją troszkę oszukać. Z kredytem na remont domu, bo postanowiła wyprowadzić się jak najdalej od swojej rodziny. Nie dziwię się, że miała problem z uporządkowaniem myśli i bałaganu, który niejako został zrzucony na nią jak bomba siejąca spustoszenie. Gdy do tego wszystkiego dołożymy jeszcze mętlik związany z pojawieniem się przystojnego Michała, który budzi w Uli coraz to bardziej pożądliwe myśli, kobieta czuje, że musi wszystko wyprostować, aby rozpocząć życie od nowa. Na jaw wychodzą coraz to większe tajemnice, które zaskakują, ranią i smucą. Dzieje się na prawdę dużo i nie zawsze dobrze.

"Odkładamy zbyt wiele rzeczy na później. I to jest złe, bo możemy nie zdążyć, a to magiczne "później" czasami się nie zdarza."


Ogrom nieszczęśliwych wypadków, który spada na bohaterów w bardzo małych odstępach czasu sprawiał, że nie dowierzałam w niesprawiedliwość losu... Często łapałam się na tym, że z szokiem zamykałam książkę wręcz z impetem, bo jak to możliwe? Dlaczego ich to spotkało?! Ale nie potrafiłam jej odłożyć na dłużej. Wracałam do niej w każdej wolnej chwili. Współczułam Uli i Michałowi. Były momenty w których śmiałam się w głos z żartobliwych rozmów między Renią a Urszulą. Ale były również takie chwile, w których miałam ściśnięte gardło i powstrzymywałam łzy. Podobała mi się narracja, bo dzięki niej mieliśmy wgląd do myśli każdego z bohaterów. Mogliśmy poznać ich sekrety i obawy, a także zasmakować bólu, poczucia zdrady, wstrętu i ogromnych wyrzutów sumienia.

"Żeby ktoś mógł mnie kochać, najpierw ja sama muszę się choć trochę pokochać." 

Przyznaje szczerze, że chyba złapał mnie mały "kac" po jej skończeniu. W mojej głowie kłębi się milion pytań i chyba nie mam na wszystkie odpowiedzi... obawiam się, że nie jestem w stanie ich wszystkich tu przedstawić. Z jednej strony jest to historia, która mogłaby się zdarzyć każdemu, ale z drugiej strony czy jedna osoba jest w stanie udźwignąć taki ogrom tragedii i nie rozpaść się na kawałki? Autorka pięknie ukazała jaką siłą jest wsparcie bliskich i ukochanych osób. Jak dzięki małym gestom lub słowom jesteśmy w stanie podnieść się z kolan i iść powoli pod rękę... prostując się coraz bardziej, aż jesteśmy w stanie stanąć o własnych siłach i odetchnąć głęboko. Według mnie ludzkie serce tak bardzo kruche ma swój limit, jeżeli chodzi o tragedie i tylko dzięki drugiemu sercu, które bije obok jesteśmy w stanie dźwigać te wszystkie bagaże doświadczeń. 


"-Przepraszam. Ja też sprawiłem Ci ból.
...
- Boli, gdy pozbywamy się złudzeń i jeśli to masz na myśli, rzeczywiści sprawiłeś mi ból, ale nie ty za niego odpowiadasz, tylko ja sama. Po prostu nie chciałam pogodzić się z prawdą."

Z czystym sumieniem mogę napisać, że to bardzo piękna opowieść o sile miłości i wybaczenia. Sobie, bliskim, sąsiadom... znajomym. Bo wina nigdy nie leży po jednej stronie. Książka ma przekaz i faktycznie może wyleczyć każde złamane serce. Świetna pozycja, w której czytelnik znajdzie trochę komedii, a nawet kryminału... ale przede wszystkim odkryje, że jest to pouczająca powieść obyczajowa z której wiele można wynieść, dla siebie i innych.  Dopiero gdy skończymy czytać poznamy znaczenie tytułu... ah i zwróćcie uwagę na nazwy rozdziałów, bo kryją w sobie pewien schemat :) Polecam bardzo!




8/10

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu :









czwartek, 14 czerwca 2018

"Larista" Melissa Darwood

„Larista” to powieść fantasy położona w polskich realiach. Nie czytałam wcześniej takich książek, więc byłam bardzo zaskoczona, dodam, że pozytywnie. Gdy Wydawnictwo Kobiece postanowiło zrobić reedycję tej książki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać jeszcze raz. Zanim przedstawię Wam opis powiem Wam, że moje wrażenia w ogóle się nie zmieniły :)

Larysa przez całe swoje życie marzyła o miłości od pierwszego wejrzenia. I to takiej, która nigdy nie przeminie. Kiedy na swojej drodze spotyka Gabriela, tajemniczego Nieznajomego z jej sennego koszmaru, jeszcze nie wie, że całe jej życie niedługo się zmieni. Zarówno on, jak i niedawno poznany Daniel, mają plany względem dziewczyny. Jednak tylko jeden z nich ma przyjazne zamiary. Czy dziewczyna wybierze mądrze?

Życie Larysy całkowicie się zmienia, kiedy pojawia się w nim Gabriel. Ten mężczyzna coś ukrywa, coś, co sprawia, że dziewczyna czuje się śledzona. Kim są tajemniczy Guardianie i Tentatorzy? Dlaczego życie Larysy jest w niebezpieczeństwie? Czy w dzisiejszych czasach jest miejsce na miłość od pierwszego wejrzenia?

„Dwa serca. Jedno bicie. Niech mnie odnajdzie miłość na całe życie.”



Takiej miłości szuka główna bohaterka Larysta i mimo szczerych chęci mimo tego, że co roku życzy sobie ‘mieć chłopaka’, nie udaje jej się osiągnąć tego marzenia. 
Aż pewnego dnia wracając do domu napotyka na tajemniczego Nieznajomego, który obezwładnia jej ciało i umysł jednym spojrzeniem. 

 „Postać anielska. Dusza diabelska.”



Jak się okazuje między bohaterami rodzi się ‘L’amore a prima vista”, ale tuż za rogiem czyha zło, które chce skusić Larysę i posłać do czeluści piekielnych…

„Larista” to piękna młodzieżowa opowieść o prawdziwej miłości. Niesamowicie wciągająca fabuła i bardzo zaskakujące zwroty akcji sprawiają, że książkę aż się połyka. Muszę się Wam przyznać, że podczas lektury przypomniały mi się wszystkie ciepłe uczucia jakim darzy się osobę, w której widzimy swój ideał, swoją drugą połówkę. Autorka fantastycznie przedstawiła obraz fascynacji do nowo poznanej osoby i tego 'błysku w oku'! Powieść kończy się tak, że aż pragnie się poznać dalsze losy bohaterów. Mam nadzieję, że pojawi się kontynuacja... tym czasem... przeszła wiosna a ja zakochałam się na nowo :)
Polecam w bardzo!
P.S. Czy ta okładka nie jest cudowna?! 

7/10

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu 


środa, 13 czerwca 2018

"Until Lilly" Aurora Rose Reynolds


Autorkę książki „Until Lilly” poznałam już bardzo dawno temu. Podobała mi się bardzo jej pierwsza część serii Until i gdy Wydawnictwo Editio Red postanowiło wydawać dalsze losy braci z rodziny Maysonów wiedziałam, że wpadnę po uszy. Gdy książka do mnie dotarła rzuciłam wszystko. Czułam, że potrzebuję historii, która rozgrzeje moje serce i w ogóle się nie zawiodłam. Spójrzcie na opis:

Kiedy Lilly Donovan poznała Casha Maysona, od razu straciła dla niego głowę — był taki przystojny i męski, że mogłaby zatonąć w jego niebieskich oczach. Cash z kolei od początku wiedział, że liczy się tylko ona: piękna, dobra, mądra. Dla niej chciał być wspaniałym mężczyzną i dobrym człowiekiem. Nie wyobrażali sobie życia osobno. Przyszedł jednak dzień, gdy jeden telefon zmienił wszystko. Cash został zmuszony do wyboru między miłością swojego życia a życiem nienarodzonego dziecka. Lilly musiała zmierzyć się z trudami życia samotnej matki i udowodnić, że jest silna. Wydawało się, że z tej miłości pozostanie im tylko garść słodko-gorzkich wspomnień.

Kiedy spotykają się po kilku latach, oboje mają za sobą sporo trudnych chwil. W jednym momencie zdają sobie jednak sprawę, że los zesłał im jeszcze jedną, być może ostatnią szansę, aby stworzyć prawdziwą, kochającą rodzinę. Łączy ich przecież ogromna moc prawdziwego uczucia. Są gotowi postępować mądrze, z troską i miłością. Ale Jules, była żona Casha i matka jego syna, robi wszystko, aby nie dopuścić do ich szczęścia. Nie kocha ani Casha, ani swojego dziecka, ale wie, że zrujnowanie ich życia przyniesie jej sporo satysfakcji...

Zacznę od tego, że książkę dosłownie się połyka strona po stronie. Język jakiego używa autorka jest bardzo prosty więc nie jest to lektura górnych lotów ale jest to historia, która pozwoli nam umilić sobie kilka wieczorów. Muszę pochwalić autorkę, bo tą część serii Until skonstruowała troszkę inaczej. Bohaterowie w niej występujący maja już bagaż doświadczeń za sobą i ich życie nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać. Mamy też sporo dramatów, a dzięki temu książka jest bardziej dynamiczna i czyta się ją naprawdę szybko.

Nie byłabym sobą gdybym się czegoś nie czepiała, więc szybko powiem tylko co mi przeszkadzało - mianowicie początek historii jak dla mnie za szybki. Nie zdążyłam się wczuć w moment, w którym się poznali... a autorka już ucięła akcję.Czemu?! Było tak fajnie! Generalnie często w książce działo się tak, że autorka ucinała rozdział jakby zabrakło jej pomysłu na to, żeby rozwinąć sytuację. Szkoda, bo gdyby dodała kilka rozdziałów więcej historia byłaby ciekawsza. Ale to tylko to... reszta była słodka jak marshmallow, czyli cukierkowe pianki :)

"Nigdy nie chciałem Cię skrzywdić Lilly, i znajdę sposób, żeby udowodnić Ci, że tym razem będzie inaczej. Dojdziemy do tego. Jesteś moją jedyną. Raz z ciebie zrezygnowałem, lecz to się nigdy nie powtórzy"

Jeżeli chodzi o bohaterów to nie mogło zabraknąć kolejnego charyzmatycznego samca alfa z rodziny Maysonów – Cash’a. Fantastyczny facet, który w przeszłości musiał dokonać fatalnego wyboru, by nie stracić syna. Zniszczył wtedy związek z jedyną kobietą, którą kiedykolwiek kochał. Został niejako zmuszony do poślubienia matki jego syna, ale nie mógł przestać myśleć o Lilly. Niesamowicie opiekuńczy, kochany, terytorialny, pewny siebie i silny. Mężczyzna z sercem na dłoni. Lilly - jego druga połowa- to kobieta, która rozsyła wokół siebie dobroć i miłość. Piękna kobieta, która na zawsze skradła serce Cash’s. Historia ich ponownego spotkania chociaż mało wiarygodna i troszkę naciągana jest po prostu cukierkowa.

„Sprawię, że na nowo się we mnie zakochasz”

Ich uczucie zostaje rzucone na próbę. Ale Cash to wytrwały facet, uwierzcie mi nie raz Was rozbroi swoimi słowami, uśmiechem i zachowaniem. Nie zaskoczę Was również tym, że w książce znajdziemy bardzo dużo scen erotycznych, które czasami aż kipią namiętnością… ale nie ma ich tak wiele jak w poprzednich częściach. Poza tym bardzo dobrze będziemy się bawili ze względu na dwójkę małych bohaterów – dzieci Casha i Lilly, czyli Jaksa i Ashlyn którzy swoim seplenieniem i pytaniami czasem rozwalą Was na łopatki.

"Po to właśnie jest rodzina. Możemy się czasem kłócić, dokuczać sobie i działać na nerwy, ale jeśli jedno z nas się potknie, to zawsze znajdzie się ktoś, kto poda mu rękę."

„Until Lilly” to bardzo ciepła historia o tym jak wielką siłą jest rodzina i miłość, którą dzięki niej otrzymujemy. Wsparcie bliskich i pomoc jest bezcennym prezentem, który powinniśmy szanować. Z każdą kartką jesteśmy świadkami pięknej historii, która mimo tragicznych początków ma swój happy end oraz formułkę „ i wszyscy żyli długo i szczęśliwie”. Bardzo miła lektura, która zarówno rozbawi jak i wzruszy. To pozycja, w której znajdziemy wszystko by się nie nudzić. Z przyjemnością spędziłam z nią czas i polecam ją dalej jako miłą odskocznie od rzeczywistości. 


7/10

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu 






Obserwatorzy

Google+ Followers