wtorek, 9 stycznia 2018

TINKA o „Dożywocie” Marty Kisiel

O powieści „Dożywocie” dowiedziałam się przypadkiem z Lubimy Czytać, a że jestem czytelnikiem, który lubi zapoznać się z opinią na temat konkretnych pozycji… zagłębiłam się w ogrom recenzji i pozytywnie nakręciłam. Potrzebowałam komedii… tak! Zdania na temat książki były podzielone ale w większości bardzo pozytywne… zaufałam użytkownikom portalu i rozsiadłam się wygodnie z nową lekturą. Czy mnie rozczarowała? Spójrzcie najpierw na opis:




Początkujący pisarz dziedziczy dom razem z zamieszkującymi go dożywotnikami. Wszystko mogłoby być pięknie, gdyby nie fakt, że w gotyckiej willi znajduje: naiwnego anioła, rozmiłowanego w gotowaniu morskiego potwora, widmo romantycznego poety, cztery utopce, kotkę o bardzo ostrych pazurach oraz dziwnego królika! Jeden człowiek nie podoła tej ferajnie – szaleństwo czai się za progiem!




„Dożywocie” to książka, której kategorię można zaliczyć do szalonej kombinacji absurdalnego fantasy z elementami humorystycznymi. Oczywiście humor jest specyficzny, może nie każdemu przypadnie do gustu, ale właśnie dla tego poczucia humoru pokochałam pióro pani Marty Kisiel i przyznam szczerze, że w ogóle się nie rozczarowałam.

Lichotka – czyli willa, którą odziedziczył Konrad wraz z ciekawymi lokatorami, okazała się dużym, lekko zaniedbanym i staroświeckim budynkiem w stylu gotyckim. Bohater nie wie dlaczego i jak to się stało, że dom został zapisany właśnie na niego? Ale postanawia skorzystać z okazji. Młody autor jest aktualnie na rozdrożu w życiu osobistym i chciałby rozwinąć karierę pisarską, więc postanawia wprowadzić się do tego ogromnego domu wraz ze swym dobytkiem. Gdy przyjeżdża na miejsce i staje przed budynkiem widzi korzyści jakie przyniesie mu sprzedaż, gdy tylko zorganizuje remont… ale nie spodziewa się, że pojawią się pewne przeszkody, które mu to uniemożliwią.

Przeszkodami tymi okazują się postaci, które ciężko uplasować w realnym świecie. To właśnie Ci „dożywotnicy”, których Konrad przy podpisaniu dokumentów zobowiązał się chronić, stają się po części jego udręką i zbawianiem. Początkowo przyznaje się do tego, że ciężko było mi się przyzwyczaić do użytkowników willi. Bo to takie dziwne spotkać Aniołka w różowych bamboszkach, który uwielbia ład i porządek albo widmo szalonego Panicza Szczęsnego, który wiecznie poszukiwał miłości i rymów. Dodam do tego bulgoczącą ośmiornicę, która umiłowała sobie kuchnię i gotowanie, oraz cztery paskudne utopce zalęgające w wannie. Jest jeszcze wredna kotka i złośliwy różowy królik… wiem! Szalone? Ale mimo tego, że wszystko brzmi jak jakiś absurd, to uwierzcie, autorka stworzyła książkę bardzo spójną, a do tego bardzo pozytywną i zabawną.

Ogromnym plusem całej powieści jest przemyślany i specyficzny język jakiego używa autorka w książce. Specyficzny czyli dojrzały, inteligentny i wyrazisty. Książka napisana jest bardzo lekko a wszystkie wątki przechodzą bardzo naturalnie z jednego w drugi. Dialogi są zabawne, a cięte riposty bardzo trafione. Akcja początkowo bardzo wartka, w połowie książki trochę siada, ale pod koniec zaskakuje tak bardzo, że aż szkoda nam się rozstać z bohaterami powieści. 

„Dożywocie” to bardzo dobra lektura ;) Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Śmiałam się z nią i przeżywałam wszystkie rozterki Konrada. Kibicowałam jego staraniom i wpadkom. Po zakończeniu książki stwierdziłam, że mi mało, ponieważ autorka pozostawiła mnie z niedosytem i wątkami, które chciałabym dokończyć. Na szczęście jest kontynuacja losów bohaterów w powieści „Siła niższa”, a ja z przyjemnością dowiem się co się działo u mojego ulubionego Aniołka :) Polecam Wam bardzo na rozluźnienie po męczącym dniu, świetna komedia!

7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:




1 komentarz:

Obserwatorzy

Google+ Followers