środa, 31 stycznia 2018

"Turbulencja" Whitney Gracia Williams

"Turbulencja" to tytuł po który sięgnęłam tylko i wyłącznie po okładce i opisie... nie oceniajcie mnie - ja tak mam. Miałam ochotę na chama w garniturze, który będzie się szarogęsił, stawiał na swoim. To miał być przewidywalny romans jakich wiele- ideał na odstresowanie, ale co dostałam? Zacznijmy od początku 



Spotkali się w chmurach: pilot i stewardessa. Skandal wisiał w powietrzu.


Gillian przybywa do Nowego Jorku w poszukiwaniu sensu życia. Wkrótce rozpoczyna pracę jako stewardessa. Na pokładzie jednego z samolotów poznaje aroganckiego do granic wytrzymałości, lecz diabelnie przystojnego pilota Jake’a, eksperta w przygodach na jedną noc, którego nie interesują randki, zwierzenia i trzymanie się za ręce.



Para decyduje się na prosty układ – seks bez zobowiązań. Zaczyna się szalona seksowna podniebna podróż. Sceny namiętności na różnych lotniskach, w hotelach i miejscach na świecie. Tajemnicze telefony, problemy rodzinne i mroczne cienie przeszłości, które dopadają Jake’a. Pojawia się też niepohamowane uczucie Gillian.


W pewnym momencie bohaterowie będą musieli skonfrontować swoje oczekiwania. Czy wyjdzie im to na dobre?



Moje kochane czytelniczki oto książka, którą po prostu musicie przeczytać. Wow co za wspaniałość. Tak jak pisałam powyżej liczyłam na lekki romans, a dostałam coś z goła innego. Nie mówię tu o dramatach, ale o ostrym, sensualnym,  śmiesznym, ironicznym napisanym świetnym piórem romansie. 
Dostałam genialnie wykreowanych bohaterów - Jake to typowy samiec alfa, arogancki, ale przy tym niezmiernie inteligentny bo to, że jest przystojny to chyba pisać nie muszę? :) Gillian to pełnokrwista babka z charakterem. Goni za marzeniami, jest pracowita, oddana. Poświęca się swojemu celowi. Idealny materiał na żonę. 

Wielkim plusem tej książki są własnie ich dialogi, które zwalają z nóg swoim humorem. Niejednokrotnie śmiałam się do łez i kręciłam głową, bo nie mogłam uwierzyć w daną sytuację czy ciętą ripostę bohaterki. 
I może książka nie jest napisana na jakimś oryginalnym czy odkrywczym temacie, ale jakość wykonania jest po prostu powalająca. Autorka tworząc tą historię wyważyła w niej wszystko - zaczęła od relacji czysto seksualnej, następnie wplotła w to budzące się emocje, by później zdradzić trochę tajemnic... a jak to się skończy - to już musicie sami przeczytać. 

Musze przyznać że to kawał dobrej literatury dla Pań - świetnie wyważonej i genialnie napisanej. Efekt? Nie mogłam się oderwać! Już czekam na kolejne  powieści tej autorki - jej pióro to istne mistrzostwo i mimo, że historia Jaka i Gillian dobiegła końca to ja chce zdecydowanie więcej. 

POLECAM
10/10 



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu 










środa, 24 stycznia 2018

TINKA o „Ciemna strona” Tarryn Fisher

Tarryn Fisher poznałam już przy serii „Mimo moich win” oraz przy duecie z Coleen Hoover w książce „Never Never”, które bardzo mi się spodobały… więc jak tylko zobaczyłam, że wydane zostaną kolejne książki autorki zapragnęłam się z nimi zapoznać. Najbardziej przyciągała mnie „Ciemna strona”. Opis mnie zelektryzował:

W dniu swoich trzydziestych trzecich urodzin popularna pisarka Senna Richards budzi się uwięziona w obcym domu. Została porwana, ale nie wie przez kogo ani dlaczego. Szybko staje się jasne, że jeśli chce odzyskać wolność, powinna dokładnie przyjrzeć się swojej przeszłości i odczytać pozostawione jej wskazówki. Jednak przeszłość skrywa mroczne tajemnice…

Kobieta uświadamia sobie, że to gra. Wyrafinowana i niebezpieczna. I że tylko prawda może przynieść wyzwolenie.

A jaka jest twoja ciemna strona?


Gdy skończyłam czytać tą książkę miałam tylko jedną myśl podsumowującą całość – „dziwna”. Jeszcze nigdy żadna książka z tego rodzaju tak bardzo mnie nie wciągnęła i nie zostawiła w takim dyskomforcie… ciągle o niej myślę! I nie wiem gdzie ją uplasować?! Autorka zasiała zamęt w mojej głowie… ale może zacznę od początku…

„Ciemna strona” to dobry thriller psychologiczny. Główna bohaterka Senna została bardzo doświadczona przez życie. Przeżyła ogromne tragedie zamykając się na życie uczuciowe, a długie cierpienie, brak akceptacji, samotność oraz ból sprawiają, że popada w impas. Jej umysł działa inaczej. Nie czuje, nie myśli i nie postępuje tak jak każdy „normalny” człowiek. Jest zamknięta w swojej ciemnej autodestrukcyjnej bańce, która ją coraz bardziej pochłania każdego dnia.

Gdy budzi się zamknięta w chatce z człowiekiem, którego dobrze zna, nawet przez myśl jej nie przechodzi, dlaczego i kto mógłby im to zrobić. Z dnia na dzień próbuje otworzyć umysł i przeanalizować wszystkie wskazówki, które w jakiś chory sposób porywacz pozostawił w domu, by ją doprowadzić do właściwych odpowiedzi. Tylko, że Senna nie chce, nie potrafi i nie robi nic by wygrać tą dziwną grę. Za to porywacz bardzo sprytnie wszystko rozegrał. Sieje zamęt w umyśle bohaterów, sprowadza ich ze skrajności w skrajność tak bardzo, że w ich głowach zaczyna czaić się szaleństwo… a dookoła domu jak okiem sięgnąć tylko śnieg… biel… i dzień.

W  książce pojawia się wątek miłosny, który jest bardzo skomplikowany, głównie przez osobowość bohaterki. Ona sama jest małomówna i przez to, musimy się wielu rzeczy domyślać. Nie podobało mi się to, bo sprawiało jeszcze większy mętlik w mojej głowie. O przeszłości bohaterów dowiadujemy się dopiero w drugiej części książki dzięki retrospekcji, a do tego czasu zszokowani siedzimy jak na szpilkach i czekamy czy pojawi się porywacz. I tutaj rozczarowanie dla tych, którzy liczą na tzw. „rozlew krwi” – nie uraczycie go w tej powieści. Prędzej Was krew zaleje z wściekłości i antypatii do bohaterki. Ale! Mimo tych minusów nadal nie potrafiłam się oderwać od książki, nadal pragnęłam odkryć co kryje się w umyśle Senny i kto wciągnął ją wraz z Isaakiem w tą okrutną grę.

„Ciemna strona” to książka w której jest wiele cierpienia i bólu. Jej specyficzny klimat wgryza się w nasze myśli i nie daje o sobie zapomnieć. Sprawia, że z niecierpliwością oczekujemy rozwoju akcji i rozwiązania, które okazuje się być bardzo zaskakujące. Jest to pozycja warta uwagi i chociaż pokręcona fabuła może wydać się dziwna tak jak mi na początku, to książka ma drugie dno. Na końcu rozumiemy również symbolikę okładki, która jest strzałem w 10! Polecam jako odskocznię od lekkich i prostych historii. Ta książka da Wam do myślenia. A zakończenie pozostawi w szoku.

7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuje Wydawnictwu SQN.


wtorek, 23 stycznia 2018

WYNIKI KONKURSU "Psiego najlepszego..."

Witajcie!

Mamy dla Was wyniki konkursu „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta”. W. Bruce Cameron’a.

 


 

Gratulacje dla Ula L !   

Adres pod który powinna zostać wysłana książka proszę wysłać na maila: kasik13111@wp.pl

Miłego i zaczytanego dnia! 

poniedziałek, 15 stycznia 2018

KASIK o "Conviction" Corinne Michaels

Ależ te czas leci - nie tak dawno  czytałam tom pierwszy a tu już proszę - kolejny tom za mną.

Kończąc tom pierwszy uznałam go za bardzo udany - owszem rozgryzłam go, ale mimo wszystko miło spędziłam czas przy lekturze i kończąc ją bardzo chciałam poznać dalsze losy bohaterów, aż zgrzytałam zębami.... Nie ukrywam, że moja ocena tego tomu w dużej mierze uzależniona była od zachowania głównej bohaterki.... wiecie jak kończy się pierwszy tom prawda??
Zostawia w zawieszeniu, ale też z pewnymi oczekiwaniami...


Nie che pisać o treści tego tomu, gdyż nie chcę przez przypadek zdradzić treści... wystarczy jak powiem, że to kontynuacja historii z tomu 1.


Muszę się przyznać, ze zakochałam się w niej! Z początkowego przerażenia wykluł się zachwyt, który trwał do samego końca książki. To niezwykle urocza i prosta historia, ktoś może powiedzieć, że aż banalna.... no cóż w prostocie siła!!!  Ta historia jest ciepła i pełna wzruszeń, ale też  cierpień, wahań i rozterek bohaterów. To istna klasyka gatunku, która skradła moje serce.
Bohaterowie wykreowani są realnie i czytelnik czeka z niecierpliwością na ich kolejny ruch. W tej powieści mamy trójkąt emocjonalny i to on w dużej mierze napędza historię, cały czas w głowie jest myśl... co oni zrobią, jak to się ułoży, jakie decyzje podejmą... 



Osobiście uwielbiam książki gdzie bohaterami są żołnierze.... honorowi, waleczni, gotowi do poświeceń i kipiący testosteronem. I tu autorka nie zawodzi. Liam roztopi Wasze serca 
i skradnie je na zawsze.


Język jest prosty i lekki. Historia nie jest skomplikowana czyta się ją szybko - tak naprawdę przeczytałam ją w jedno popołudnie i było to niezwykle miłe popołudnie. Rzadko się to zdarza by drugi tom był lepszy od pierwszego - zwykle jest to tendencja spadkowa. Tu jest zupełnie inaczej 
i jeżeli podobał się Wam tom pierwszy to ten Was zachwyci.

Dla niektórych ta powieść może być za słodka - mam tego świadomość  bo naprawdę to romans pełną gębą. Osobiście uważam, że  ma być słodko, ma być gorące uczucie i ma być problem który ta miłość ma pokonać i tu wszystko jest!

Cała serię uznaję za niezwykle udaną, uroczą, delikatną i niezwykle romantyczną. To istny pokarm dla romantycznych dusz i gwarantuję, że będziecie zachwycone ;)


10/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu 




piątek, 12 stycznia 2018

KONKURS „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta”

Kochani mamy dla Was konkurs, w którym do wygrania będzie egzemplarz recenzencki książki „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta”. W. Bruce Cameron’a.



 

Co musicie zrobić? Zgłosić się pod postem na blogu.  Miło Nam będzie jeżeli polubicie naszą stronę na fb - https://www.facebook.com/KasikRecenzuje/

 

Czas trwania konkursu: od 12.01.2018r do 21.01.2017 do godziny 23:59.

Udział w konkursie może wziąć każdy kto posiada adres korespondencyjny w Polsce.

Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.

Następnie w ciągu trzech dni zwycięzca ma za zadanie przesłać dane adresowe. 
W przeciwnym razie losowanie będzie ponowione.


wtorek, 9 stycznia 2018

TINKA o „Dożywocie” Marty Kisiel

O powieści „Dożywocie” dowiedziałam się przypadkiem z Lubimy Czytać, a że jestem czytelnikiem, który lubi zapoznać się z opinią na temat konkretnych pozycji… zagłębiłam się w ogrom recenzji i pozytywnie nakręciłam. Potrzebowałam komedii… tak! Zdania na temat książki były podzielone ale w większości bardzo pozytywne… zaufałam użytkownikom portalu i rozsiadłam się wygodnie z nową lekturą. Czy mnie rozczarowała? Spójrzcie najpierw na opis:




Początkujący pisarz dziedziczy dom razem z zamieszkującymi go dożywotnikami. Wszystko mogłoby być pięknie, gdyby nie fakt, że w gotyckiej willi znajduje: naiwnego anioła, rozmiłowanego w gotowaniu morskiego potwora, widmo romantycznego poety, cztery utopce, kotkę o bardzo ostrych pazurach oraz dziwnego królika! Jeden człowiek nie podoła tej ferajnie – szaleństwo czai się za progiem!




„Dożywocie” to książka, której kategorię można zaliczyć do szalonej kombinacji absurdalnego fantasy z elementami humorystycznymi. Oczywiście humor jest specyficzny, może nie każdemu przypadnie do gustu, ale właśnie dla tego poczucia humoru pokochałam pióro pani Marty Kisiel i przyznam szczerze, że w ogóle się nie rozczarowałam.

Lichotka – czyli willa, którą odziedziczył Konrad wraz z ciekawymi lokatorami, okazała się dużym, lekko zaniedbanym i staroświeckim budynkiem w stylu gotyckim. Bohater nie wie dlaczego i jak to się stało, że dom został zapisany właśnie na niego? Ale postanawia skorzystać z okazji. Młody autor jest aktualnie na rozdrożu w życiu osobistym i chciałby rozwinąć karierę pisarską, więc postanawia wprowadzić się do tego ogromnego domu wraz ze swym dobytkiem. Gdy przyjeżdża na miejsce i staje przed budynkiem widzi korzyści jakie przyniesie mu sprzedaż, gdy tylko zorganizuje remont… ale nie spodziewa się, że pojawią się pewne przeszkody, które mu to uniemożliwią.

Przeszkodami tymi okazują się postaci, które ciężko uplasować w realnym świecie. To właśnie Ci „dożywotnicy”, których Konrad przy podpisaniu dokumentów zobowiązał się chronić, stają się po części jego udręką i zbawianiem. Początkowo przyznaje się do tego, że ciężko było mi się przyzwyczaić do użytkowników willi. Bo to takie dziwne spotkać Aniołka w różowych bamboszkach, który uwielbia ład i porządek albo widmo szalonego Panicza Szczęsnego, który wiecznie poszukiwał miłości i rymów. Dodam do tego bulgoczącą ośmiornicę, która umiłowała sobie kuchnię i gotowanie, oraz cztery paskudne utopce zalęgające w wannie. Jest jeszcze wredna kotka i złośliwy różowy królik… wiem! Szalone? Ale mimo tego, że wszystko brzmi jak jakiś absurd, to uwierzcie, autorka stworzyła książkę bardzo spójną, a do tego bardzo pozytywną i zabawną.

Ogromnym plusem całej powieści jest przemyślany i specyficzny język jakiego używa autorka w książce. Specyficzny czyli dojrzały, inteligentny i wyrazisty. Książka napisana jest bardzo lekko a wszystkie wątki przechodzą bardzo naturalnie z jednego w drugi. Dialogi są zabawne, a cięte riposty bardzo trafione. Akcja początkowo bardzo wartka, w połowie książki trochę siada, ale pod koniec zaskakuje tak bardzo, że aż szkoda nam się rozstać z bohaterami powieści. 

„Dożywocie” to bardzo dobra lektura ;) Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Śmiałam się z nią i przeżywałam wszystkie rozterki Konrada. Kibicowałam jego staraniom i wpadkom. Po zakończeniu książki stwierdziłam, że mi mało, ponieważ autorka pozostawiła mnie z niedosytem i wątkami, które chciałabym dokończyć. Na szczęście jest kontynuacja losów bohaterów w powieści „Siła niższa”, a ja z przyjemnością dowiem się co się działo u mojego ulubionego Aniołka :) Polecam Wam bardzo na rozluźnienie po męczącym dniu, świetna komedia!

7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:




Obserwatorzy

Google+ Followers