piątek, 28 lipca 2017

TINKA o „Fobos. Tom 2” Victor Dixen

Po książkę sięgnęłam z czystej ciekawości, po niespodziewanym zakończeniu pierwszego tomu. Byłam zaintrygowana dalszymi losami dwunastu pionierów, którzy mieli skolonizować Marsa. Ale zanim zacznę może najpierw spójrzcie na opis drugiej części:



Lot statkiem Cupido trwa, ale Léonor i pozostali uczestnicy programu Genesis już wiedzą, że zostali oszukani – na Marsie będą w stanie przetrwać zaledwie kilka miesięcy. W wyniku buntu załogi transmisja reality show zostaje przerwana, a Serena, której zależało tylko na wzbogaceniu się, musi zacząć działać, by ratować swoją reputację. 
 Tymczasem zbliża się moment ujawnienia Listy Serca. Uczestnicy dowiedzą się, czy ich uczucia zostały odwzajemnione. Najważniejsza decyzja jednak wciąż przed nimi: wylądować czy spróbować wrócić na Ziemię? Jedno jest pewne – łatwo się nie poddadzą.




Raport Noego, o którym dowiaduje się Leonor z telefonu w poprzedniej części, wywołał ogromną wrzawę wśród uczestników programu Genesis. Na barkach bohaterki spoczywa podjęcie ostatecznej decyzji. Nie chce tego robić sama więc zarządza głosowanie – w końcu są drużyną i to większość głosów musi zdecydować o ich przyszłych losach. Rozpoczyna się gorąca dyskusja o plusach i minusach całej sytuacji na statku.

Powiem tak… nie porwała mnie ta historia. O ile pierwszy tom mnie bardzo pozytywnie zaskoczył, bo historia koloni na Marsie nie jest oklepanym tematem… tak drugi tom troszkę mnie rozczarował. Owszem książka jest na tyle dobrze napisana, że wciąga. Generalnie to nawet wpadamy w nią i zaskakująco szybko kończymy z niedosytem. Nie nudzimy się, gdyż całość napisana jest w perspektywy kilku osób. Ale… właśnie nie było tej iskry. Ten scenariusz był troszkę przewidywalny. Temat kabiny z raportu Noego jakiś dziwny. Opisy reklam wkurzające. Po pięciu miesiącach i kilku rozmowach między bohaterami nagle wielka miłość? Wspólne mieszkanie? Trochę zbyt szybko. Takie to mało wiarygodne. Chyba autor przeoczył jakiś moment. Przede wszystkim brakowało większej relacji między parami.

Jeżeli chodzi o bohaterów to na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Leonor. Muszę przyznać, że ma głowę na karku. Choć jest zagubiona i zdezorientowana wszystkimi wydarzeniami, trzyma fason. Miewa momenty zwątpienia. Ciągle walczy z uczuciami. Nie jest idealna. Nadal brakuje jej pewności siebie, nadal ma kompleksy, ale gdy w grę wchodzi miłość i akceptacja drugiej osoby, dostaje siły by walczyć.

„Czy właśnie tym jest miłość - zupełnym uzależnieniem od drugiej osoby jak od narkotyku?”

Uczuć w tej książce niewiele. Ale ponieważ ‘lista serc’ w poprzedniej części została wybrana i uczestnicy wpadli sobie w ramiona, to oprócz irytującej pary Aleksieja i Kristen nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Generalnie w tej części autor ewidentnie postawił na inne aspekty. Pominął ten wątek… a niewielkie wpisy na ten temat, które przebłyskują między rozdziałami nie dają nam żadnego zachwytu. Także chętnych na epizod z kosmiczną miłością rozczaruję, ponieważ jest jak ziarenko piasku w całej historii.

Całość oceniam dobrze. Można się zatracić w kosmicznym świecie. Można przeżywać rozterki bohaterów, tylko, że nie są one jakieś bardzo głębokie. Duży plus za napięcie, które uczestniczy nam przez całą książkę. Oczywiście jak tylko pojawi się kolejny tom (którego przybliżonej daty jeszcze nie ma) to przeczytam, bo jednak ciekawość górą ;) no i kto wie, może będzie totalny zwrot akcji i zakończenie nas powali? Trzeba czekać… Tym czasem dla umilenia czasu książkę polecam jako lekką i fajną przygodową młodzieżówkę. Podkreślę przygodową, choć zbyt wiele akcji w drugim tomie nie ma. Dla mnie była mało dojrzała. Jakbym cofnęła się do czasów gimnazjum... chociaż przepraszam, jestem jeszcze z czasów, gdy gimnazja nie istniały ;)



6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Google+ Followers