środa, 7 czerwca 2017

"Zły Romeo" Leisa Rayven

Zanim ją zaczęłam zrobiłam wywiad. Sprawdziłam recenzje, oceny, rozmawiałam z inna blogerką - wszystko mi w niej pasowało i chciałam jak najszybciej czytać.... dobrze zrobiłam czytając tą powieść??



Cassie była uroczą dziewczyną z wielkimi ambicjami. Piekielnie zdolny Ethan miał reputację złego chłopca. Zagrali Romeo i Julię – i zmieniło się wszystko. Wielka miłość, jak w dramacie Szekspira, była im pisana. Jednak „zły Romeo” złamał „Julii” serce...


Kilka lat później grają razem na Broadwayu. Gdy spotykają się na scenie, są zmuszeni do konfrontacji z własnymi emocjami. Ethan próbuje odzyskać zranioną Cassie, jednak oboje w niczym nie przypominają siebie sprzed lat...

Czy kiedy kurtyna opadnie, ujawnią, co tak naprawdę kryje się w ich sercach?





Już od pierwszych stron wpadłam - Autorka zachwyciła mnie kreacją głównej bohaterki, jej ciętym językiem, genialnymi ripostami i przemyśleniami. Czytając po prostu piałam ze śmiechu
i utożsamiałam się z postacią. Nareszcie bohaterka, co się spóźnia, przewraca, rozmazuje się jej makijaż. Przebiegając przez pasy zdenerwowana pokazuje trąbiącemu  na nią kierowcy środkowy palec, a przy tym ma natłok myśli.... kocham dorosłą Cassie.  Elokwentna, wygadana, przebojowa - zapowiadało się wręcz genialnie. Na szczęście to ma wiele twarzy - widzimy jak rozbita jest, jak cierpi i jaki twardy mur wybudowała wokół siebie i własnego serca. Jest złamana, niezdolna
do miłości kogokolwiek innego niż Ethan. Walczy o siebie, ale jest uszkodzona..... Ale aby poznać ich całą historię, ich drogę, która prowadziła do tego  gdzie teraz się  w życiu  znajdują autorka stosuje retrospekcje. Przeplata nam teraźniejszość z przeszłością i tak jak teraźniejszość mnie zachwycała to przeszłość rozczarowywała. Bohaterowie w młodości są najbardziej niedojrzałymi, niezdecydowanymi, a przez to denerwującymi bohaterami jakich kiedykolwiek miałam.
AAAA rwałam włosy z głowy. I mimo zestawieniu przeszłości z teraźniejszością widać ogromny postęp jaki zrobili to i tak nie pozbyłam się przeświadczenia, że ta para  jest po prostu destrukcyjna. 

On w młodości jest jak magnes- przyciąga i odpycha. Oczywiście ma ku temu powody - czy usprawiedliwiają jego zachowanie - moim zdaniem nie. Są błahe i głupie. Wystarczyło by popracował nad sobą by dał Cassie szansę, a nie naważyłby piwa. 

Tak jak dorosła Cassie mnie zachwyciła to nastoletnia - całkowicie rozczarowała. Młoda i głupia. Bez kręgosłupa, poddająca się wpływom innych... do tego dziewica nimfomanka.... to co miało być zabawne u mnie powodowało niesmak z powodu zbyt wielkiego natężenia.

Ta historia sprawiła, że nie umiem jej ocenić. Z jednej strony wciąga, pochłania. Sprawia, że ją przeżywamy, pochłaniamy, by w następnym rozdziale frustrowała, denerwowała i po prostu odpychała. Nie pamiętam by jakkolwiek historia tak chaotycznie na mnie wpływała i sprawiała,
że jednocześnie kochałam i nienawidziłam bohaterów. Niejednokrotnie maiłam ochotę po prostu rzucić książką, ale z drugiej strony głowy kołatała myśl, ze muszę dowiedzieć się jak to się skończy, a kończy się tak, że.... trzeba mieć drugi tom. Tak, tak moje sfrustrowanie sięgnęło zenitu i po prostu utknęłam w oczekiwaniu.

Pomimo moich odczuć autorce udało zasiać się ziarno i po prostu muszę przeczytać kontynuację.
Liczę, że będzie on poprowadzony w realnym świecie bohaterów, a przez to oszczędzę sobie frustracji z niedojrzałymi bohaterami i wyżej ją ocenię.

6/10



2 komentarze:

  1. Ja się zakochałam w tej historii, faktycznie młoda Cassie mnie również denerwowała, ale za to dorosła Cassie była idealna. Trochę zakończenie mnie wkurzyło, no ale nic, tylko czekać na kolejną część... A potem na kolejną... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo byłam ciekawa tej książki, nadal jestem, chociaż ostatnio widzę różne właśnie opinie :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Google+ Followers