czwartek, 30 marca 2017

"MMA Fighter. Walka" Vi Keeland

Oto mój powrót do korzeni! Taka pozycja musiała wręcz trafić w moje ręce. Ci co znają bloga dłużej i czytali mnie dużo, dużo wcześniej wiedzą, że właśnie mój blog skupiał się na takich tytułach - gorących, pieprznych, erotycznych... 

Zacznijmy od treści:






Spokojna Elle prowadzi nudne, ustatkowane życie. Dobrą pracą 
i gustownie urządzonym mieszkaniem wynagradza sobie monotonię życia. Facet, z którym spotyka się już nieco ponad dwa lata nie dostarcza jej żadnych wrażeń, ale tak jest bezpieczniej. Stateczniej. Gruby mur, który przez lata budowała wokół swego serca, pozostaje nienaruszony. 
I dobrze. Przeszłość kobiety jest wystarczającym dowodem na to, co może się wydarzyć, jeżeli straci się kontrolę.

Wszystko zmienia się w dniu, w którym seksowny zawodnik MMA wchodzi do biura Elle. Okazuje się, że wytatuowany, umięśniony fighter wniesie niemałe emocje do poukładanego życia pięknej prawniczki.




Ktoś może powiedzieć - banał, nijakość? Niestety takie powieści często są tak oceniane po samym opisie, a to wielka niesprawiedliwość. Strasznie denerwują mnie takie pobieżne oceny - ponieważ moi drodzy - po książkę sięgajmy świadomie - wtedy gdy jej potrzebujemy. Po tą sięgnęłam gdy byłam wypompowana emocjonalnie i chciałam złapać oddech. Mój wybór był przemyślany - chciałam się zrelaksować  i dostałam co chciałam.


Książka nie jest trudna w odbiorze, ale czytając ją byłam zaintrygowana jak ta znajomość się potoczy. Czyta się ją lekko, miło i przyjemnie - idealnie odstresowuje, pozawala zapomnieć o bożym świecie 
i żyje się  romansem dwojga ludzi sobie przeznaczonych. Owszem autorka buduje intrygi, 
a bohaterowie mają swoje tajemnice. Dzięki temu książka frapuje i ciekawi. 

Bohaterowie poznają się na swoich zakrętach życiowych - Elle trwa w związku bez przyszłości,
a Nico żyje przeszłością. Autorka pokazuje nam jak spotkanie właściwej, przeznaczonej nam osoby rozwiązuje wiele problemów, ale jednocześnie tak wiele komplikuje. Miałam czasami wrażenie, że bohaterowie są przekoloryzowani i zbyt doskonali. Dostaliśmy bohaterów jak z bajki Disneya, a nie z realnego życia.

Styl autorki  bardzo mi odpowiadał - nie jest wydmuchany i przekombinowany. Jest przystępny,
a przy tym umie wciągnąć i zaabsorbować czytelnika. 


Całość uznaję za udaną. Książka mimo przewidywalnego końca okazała się też sporym zaskoczeniem - bo zanim nastanie koniec odkryjecie tajemnice, staną na drodze bohaterów problemy. Ta książka idealnie potwierdza, że lekka powieść nie musi być nudna. 

Książkę polecam wszystkim, którzy pragną lekkiej i niezobowiązującej lektury, która umili wolny czas, zrelaksuje i rozgrzeje pieprznymi scenami miłosnych uniesień. 

6/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu 





sobota, 25 marca 2017

Przedpremierowo "Carpe diem" Diane Rose

O tej pozycji wiedziałam dobre  pół roku przed jej wydaniem. Diana pochwaliła się wiadomością,
 że wydaje powieść, a ja była w szoku.... jak to - bloger wydaje książkę?? Do tej pory znałam ją jako
" koleżankę po fachu", a tu nagle zostałam poproszona o przeczytanie jej powieści i teraz stoję 
po przeciwnej stronie :)
Byłam lekko zaskoczona tematyką , gdyż wiem, że Diana kocha kryminały i thrillery a tu - New Adult 
z chorobą w tle..... czyli coś co  kocham miłością wieczną- emocje, emocje i jeszcze raz emocje.....

O czym jest "Carpe Diem"

Autorka w nasze ręce oddaje Rosaline - młodą pełną życia dziewczyną- na pierwszy rzut oka szczęśliwą. Przy dalszym poznaniu dowiadujemy się , że cierpi na nieuleczalną chorobę serca.  Jedyną szansą na jej przeżycie jest przeszczep, ale że mieszka w Polsce doskonale zdaje sobie sprawę z faktu jak kuleje tu transplantologia.  Odlicza dni do swojej śmierci.  Poznajemy ją w momencie gdy jej licznik pokazuje 600 dni.... Wydaje się być pogodzona z losem. Codziennie żyje chwilą, łapie je, cieszy się ulotnymi momentami życia . Hołduje zasadzie  "Carpe diem".  Jednak wszytko jest do czasu. 
Rose poznaje Daniela. Przypadkiem.  Jak to los lubi robić - w najmniej oczekiwanym momencie stawia na swojej drodze dwie pasujące do siebie dusze.  Dwie połówki jabłka, które.... nie mają czasu.

Początkowo Rose chce niezobowiązującego flirtu - ma to być kolejne do przeżycia doświadczenie - tak ważne dla młodej dziewczyny, która nie zaznała jeszcze zainteresowania mężczyzny... ale te dusze się znają, kochają i pragną. Czy Daniel pozna prawdę? Czy ich związek ma szansę? Ile potrwa? Czy Rose przeżyje? Zapraszam do lektury.


Kochani jestem świeżo po jej skończeniu i już wiem, że nie zapomnę o niej nigdy.Autorka idealnie trafiła w mój gust. Ta powieść wzbudza ogromne emocje i moje romantyczne serce było w siódmym niebie.



Miłość pokazana w tej powieści jest szybka. Rose i Daniel są sobie przeznaczeni. To miłość od pierwszego wejrzenia, naturalna - taka która dosłownie sama się dzieje.  Mimo tego pośpiechu Diana przedstawiła ją tak,  że  jej uwierzyłam.  Przeżywałam ją i drżałam o koniec tej historii....



Książka mnie zachwyciła nie tylko ze względu na miłosne uniesienia. 

Gdy tak ją analizuję widzę większy plan autorki. Nie chciała by książka była "tylko" romansem.

Ta powieść ma ogromne i przytłaczające przesłania.
Po pierwsze - osoby chore.  Cierpiący, którzy borykają się z wizją swojej śmierci.  Chciała zwrócić ich uwagę, chciała ich ukoić, pocieszyć, dać nadzieję. Ale i my ludzie obok - zdrowi - zatrzymajmy się, popatrzmy kto jest dokoła,  przestańmy widzieć czubek własnego nosa, przestańmy biec..... nic nie trwa wiecznie.
Kolejnym przesłaniem jest transplantologia.... och kuleje, kuleje... tu znów autorka mną wstrząsnęła. Jak niewiele potrzeba byśmy mogli uratować komuś życie, a jak mocno prawo ogranicza lekarzy... a wystarczy zwykła karteczka w portfelu.... Ludzie umierają, często przez  niedokończone sprawy innych.


Składając te wszystkie rzeczy w jedną książkę Diane Rose oddaje cztalnikom powieść, która wstrząsa, zmusza do zastanowienia się. Zwraca uwagę na problemy, które są obok nas, które być może nas nie dotyczą, ale nie oznacza że nie istnieją. Uświadamia nas jak kruche i ulotne jest życie, jak niewiele potrzeba by zostało po nas tylko wspomnienie i rozpacz bliskich.
Powieści lekkości dodaje miłość i wiara. Zarówno w Boga jak i lekarzy, los...
Czytając miałam nadzieję, ogromną nadzieje i szukałam jej absolutnie w każdym możliwym miejscu. 
W umyśle, sercu, duszy. Chciałam by się udało. Autorka sprawiła, ze pokochałam bohaterów, rozśmieszała mnie, uśpiła moja czujność by po chwili  sprowadzić na ziemie...


Oczywiście nie zdradzę Wam końca powieści, mogę jedynie powiedzieć, że gdybym spotkała dziś Diane Rose to bym ją udusiła za moje skołatane serce i zszargane nerwy.
Książa jest piękna, mocna i mądra, Zachwyciła mnie swoją złożonością.
Każda chwila, każdy bohater jest tu po coś. Każdy ma swoją rolę do odegrania. Ta historia łamie czytelnika, ale daje też ogrom nadziei, że nie jesteśmy jedynie piaskiem, który ulatuje...
Poza tym, że mam czytelniczego kaca to jeszcze mam ogrom wspaniałych cytatów - zarówno tych autorki jak i innych autorów. Książka jest nimi naszpikowana i uwierzcie mi są tak prawdziwe, piękne
i okrutne...


Tą książę polecam każdemu jako obowiązkową. Nieważne jaki lubicie gatunek książek... przesłanie
"Carpe diem" Wami wstrząśnie, poruszy w zruszy do głębi.... zmieni Was.


Gorąco polecam



10/10 




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu







wtorek, 21 marca 2017

"Dręczyciel" Penelope Douglas

Kolejna książka w której zakochałam się po samej okładce... tak, tak wiem jak to brzmi, ale szukając informacji o tytule coraz bardziej przekonywałam się o ty, że muszę ja przeczytać. Zaintrygowała mnie, obiecując inność i powiew świeżości, a w nurcie Naw Adult o to już ciężko. O czym jest "Dręczyciel"?





Tate i Jared znali się od dzieciństwa. Łączyła ich przyjaźń, byli sobie bliscy. Wszystko się zmieniło, gdy oboje mieli czternaście lat. Z dnia na dzień Jared zaczął dręczyć Tate — bez wyraźnego powodu. Upokarzał ją, poniżał, robił wszystko, aby zrujnować jej życie. Im bardziej Tate schodziła mu z drogi, tym bardziej sadystycznie ją prześladował. Wreszcie Tate uciekła na rok do Paryża. To ją odmieniło: przestała być przerażoną, zaszczutą dziewczynką, stała się młodą, pewną swojej wartości kobietą. Stała się silna, bardzo silna i zdecydowana. 
I postanowiła, że nie pozwoli więcej się dręczyć. Wreszcie była gotowa podnieść głowę i nie cofać się przed swoim prześladowcą. Wiedziała, że nie będzie łatwo. Gdy przyjaciel staje się wrogiem, ma ogromną przewagę. Zna wszystkie sekrety, lęki, myśli swojej ofiary i wie, co zaboli najmocniej.
Dlaczego Jared stał się prześladowcą Tate? Jakie tajemnice skrywa? Możesz się tylko domyślać mrocznej przeszłości i niezagojonych ran, tych przerażających zdarzeń, które wszystko skomplikowały...




Ach co to były za emocje :) Książka zdała egzamin i okazała się jedną z lepszych w swoim gatunku. Ogromną tego zasługą są kreacje bohaterów. Tate to wręcz mistrzowska postać gdy przestaje być ofiarą. Stawia się, pyskuje, pokazuje pazur. Ta wielka przemiana spowodowana jest tym, że bohaterka dochodzi do ściany. Jared naciska na nią i robi takie rzeczy, że gorzej być nie może.
Cała sytuacja z dręczeniem Tate jest o tyle zaskakująca, że przed paroma laty byli sobie bardzo bliscy.... co tak zmieniło jego zachowanie? 


Książka jest  bardzo dobra nie tyle ze wzgląd na bohaterów, emocje, romantyzm. To kolejna pozycja, która poza oczywistym pokazuje nam czytelnikom drugie dno, przesłanie. Doskonale widzimy jakie skutki wywołuje plotka. Jak niszczy ona życie, jak gnębi 
i ogranicza, ile cierpień powoduje, tłamsi i niszczy.  Z książki płynie wielka nauka 
i powinniśmy z niej skorzystać.

Ogromnym plusem książki są emocje. W genialny wręcz sposób autorka pokazuje łamanie bohatera. To jak zmienia się, jak ewoluuje, jak radzi sobie z uczuciem. Gwarantuję, że emocje Was zaleją.

Moim zdaniem minusem powieści jest powód dla którego Jared stał się oprawcą. Jestem w stanie zrozumieć jego cierpienie, ale moim zdaniem przerzucenie tego na Tate było po prostu głupie
i niewystarczające. Mógł inaczej się zachować.... no ale cóż - mogę to zrzucić na barki młodości :) 

Mimo, tego małego minusu polecam Wam "Dreczyciela". To godna uwagi książka, przy której miło spędzicie czas. Zdecydowanie warto mieć ja w swojej biblioteczce. 


8/10

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu








piątek, 10 marca 2017

"Klątwa przeznaczenia" Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka

Gdy ją zobaczyłam, przeczytałam opis, zobaczyłam, że ma 800 stron - wiedziałam.... muszę przeczytać. Opis mnie zaintrygował, bo widziałam w nim pewną magię jaka urzekła mnie
w "Pocałunku Kier", a ponieważ kocham tą historię to miałam nadzieję, że w "Klątwie przeznaczenia" znajdę podobne emocje i podobnie mnie zachwyci....

Parę słów o treści:





Arienne, młoda czarodziejka, szukając schronienia przed grożącym jej niebezpieczeństwem, postanawia zaufać Przeznaczeniu. Uzbrojona jedynie w magiczne umiejętności oraz kobiecą intuicję i spryt, przybywa do siedziby Związku – bractwa rządzonego twardą męską ręką, gdzie nie ma miejsca dla inteligentnych, uzdolnionych kobiet, takich jak ona. Zmuszona znosić liczne upokorzenia ze strony bezwstydnych Związkowców, Arienne wchodzi pod protektorat jednego 
z najsilniejszych i najgroźniejszych z nich. Nie spodziewa się jednak, że za sprawą intrygującego czarnowłosego mężczyzny cały jej plan się skomplikuje, zaś Los wyznaczy im wspólną misję.





Po jej skończeniu.... nie mogę się otrząsnąć - wow cudo.

Nie zawiodłam się, oj nie. Autorki oddały nam w ręce istne mistrzostwo....a to jest 
ich debiut!!!  Aż boje się pomyśleć co będzie dalej przy ich kolejnych książkach - braknie 
mi skali w ocenach?


Historia osadzona jest w czasach średniowiecznych, ale nie jest to powieść 
stricte historyczna gdyż do tego dołożona jest magia. To takie historyczne fantasy, które zachwyca, zniewala i oczarowuje.
Ta książka to istna petarda - Osiemset stron, które kradnie czytelnikowi serce i  chwyta za gardło.

Akcja w książce jest niespieszna, czasami wręcz odniosłam wrażenie, że leniwa, 
ale to tylko złudzenie bo jak się na co dzień  czyta książki które maja ponad  trzysta stron 
to przyzwyczajamy się do pewnego tępa. Tu Autorki dały popis i przy takiej objętości mogły dokładnie opisywać świat przedstawiony, postaci, relacje, rozmowy. Tego jest w niej pełno, 
a dzięki temu żyłam tą powieścią, czułam wiatr, który wiał, widziałam ich świat, czułam ich strach
i emocje.... 


Kolejnym plusem jest niespieszna miłość. Nie jest ona oczywista i łatwa - ba jest wręcz niemożliwa. Czytelnik obserwuje powoli rodzące się uczucie i czeka, czeka, czeka....

Bohaterowie są tacy jakich lubię - On silny, pewny siebie. Jako ulubieniec królów i samego Arcymistrza  jest wręcz arogancki. Ma on tez drugą stronę. Jest pełen pokory, samodoskonalenia się. To mieszanka idealna....a Ona? Ona to delikatna młoda dziewczyna.
Nieśmiała, skromna. Urzeka go swoją delikatnością, ale i hartem ducha i otwartym umysłem. 
Jest inna niż wszystkie, niczym świeży powiew powietrza. 

Całość powieści jest mocno rozbudowana. Autorki maja kilka wątków i wokół nich wykorzystując postaci pierwszoplanowe i drugoplanowe rozbudowują historię.
Powieść jest wielowarstwowa, wielopłaszczyznowa i nareszcie tak inna od tego co obecnie pojawia się na rynku.


Oceniając jako powieść fantasy - nie mam się do czego przyczepić. Uwierzyłam 
im i zostałam oczarowana światem przedstawionym. Jest on nakreślony niezwykle plastycznym, barwnym językiem. 

Co do narracji - z nią miałam mały problem - ale tylko na początku....

Prowadzona jest w pierwszej i trzeciej osobie, ale tylko Arenne wypowiada się w pierwszej osobie,
a cała reszta bohaterów w trzeciej. Na początku stwarza to wrażenie chaosu gdyż w jednym akapicie mamy narratora w pierwszej osobie, by zaraz przeskoczył do trzeciej gdyż pojawia się inny bohater. To był dla mnie problem gdyż zwykle autorzy dzielą narrację na rozdziały i/lub  dwoje bohaterów.
Tu jest inaczej i trzeba wejść w książkę, dać sobie czas na przyzwyczajenie się, poznanie wszytych kreacji. Uwierzcie mi warto to zrobić bo teraz oceniam taki zabieg jako innowację, powiew świeżości 
i wyjście poza ramy przeciętności.

"Klątwa przeznaczenia" zachwyciła mnie absolutnie wszystkim - nawet zakończenie, które rozdziera serce uznałam za konieczne. Swym dramatem sprawiło, że całość jest jeszcze piękniejsza.

Kochani jeśli lubicie fantasy z miłością w tle, to ta powieść jest dla Was! 
Zachwyci Was i zostanie w Waszych sercach już na zawsze. 
Mój egzemplarz trafia na półkę z ulubionymi powieściami.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorkom oraz Wydawnictwu





czwartek, 2 marca 2017

Zapowiedź "Carpe diem" Diane Rose

Kochani, chciałam Wam pokazać i zapowiedzieć pewną książkę. Zwykle post z zapowiedziami zawierał kilka pozycji, ale tym razem chce się skupić na tej jednej pozycji. 
Mowa o "Carpe diem" autorstwa Diane Rose.


Zacznę jednak od samej autorki. Niech nam się przedstawi :) 



Kilka słów o mnie na dobry początek?
Nazywam się Diana, mieszkam w małym polskim mieście, aczkolwiek całkiem urokliwym i prężnie rozwijającym się (mamy w powiecie ponad 40 tysięcy mieszkańców =D). 

Jestem ambitna, impulsywna, niecierpliwa i zadziorna, nienawidzę się kłócić, 

ale jak ktoś mi zajdzie za skórę niech się boi!

Pisanie
Zaczęłam pisać w gimnazjum. Moja wirtualna szuflada zapełniona jest opowiadaniami, których nie warto nikomu pokazywać. Mimo wszystko nigdy ich nie usunę, mam do nich sentyment.

Dlaczego zaczęłam pisać? To zawsze było dla mnie formą zabawy, a także szansą na zmianę zakończenia ulubionych powieści, seriali w taki sposób, który zadowalałby mnie, bo autorom nie zawsze to się udawało. Czasem pisanie było również szansą na "przeżycie" świetnego filmu jeszcze raz, bądź pozostania z bohaterami na dłużej.



W liceum powstała moja "pierwsza książka", która pewnie nigdy nie opuści wirtualnej szuflady. Kiedyś próbowałam ją wydać, ale teraz kiedy na nią patrzę to muszę przyznać, 


że to był fatalny pomysł. Powinna zostać ukryta przed wszystkimi, tak będzie lepiej dla świata. Musicie mi uwierzyć na słowo.

Tak naprawdę swoją pierwszą książkę napisałam na studiach. Carpe diem to był mój pierwszy prawdziwy pomysł, bohaterowie stworzeni od podstaw, motyw który mnie zainteresował tak bardzo, że chciałam o nim napisać i motto: Carpe diem, które sama uwielbiam i staram się codziennie o nim pamiętać. Nie było jednak łatwo. Początkowo powieść oprócz pomysłu nie miała niczego i wiele czasu upłynęło zanim udało mi się stworzyć wersję, którą udało mi się wydać.

JESZCZE WIĘCEJ? Zapraszam na stronę autorską.



http://www.dianerose.pl/




O czym jest "Carpe diem"??








Rosalie Heart ma 22 lata, studiuje prawo, dba o linię

i spotyka się ze swoimi przyjaciółmi. Jednym słowem – szczęśliwa młoda kobieta czekająca już tylko na miłość. Jednak za nim zaczniecie jej zazdrościć, przemyślcie to. Rosalie zostało już tylko 600 dni życia. 
Pogodziła się z tym, że umrze. Teraz tylko stara się oswoić z tym swoich przyjaciół i rodzinę. 
Żyje chwilą i próbuje zrobić jak najwięcej. 
Nie myśli o miłości i związkach, uważa, że jest to dla niej zakazanym owocem. Po prostu trwa i czeka na ten ostatni dzień, kiedy już się nie obudzi. Jednak pewnego dnia Rosalie poznaje kogoś, z kim chciałaby spędzić jak najwięcej wspólnych chwil…










Obserwatorzy

Google+ Followers