czwartek, 31 marca 2016

"W ramionach gwiazd" Amie Kaufman, Meagan Spooner

Skończyłam ją chwilę temu....
Nie wiem jak mam sklecić sensowne zdanie.....
Nie wiem, kiedy będę w stanie sięgnąć po kolejną książkę....
Ta książka mnie naznaczyła.....
Już na zawsze pozostanę W ramionach gwiazd.....





Znów mam ochotę palnąć się za swoją głupotę, że tak długo czekałam by ją przeczytać.
Ileż to już razy „dojrzewałam” do lektury i ileż razy żałowałam, że straciłam tyle czasu.
Przyznam się, że liczyłam na coś lekkiego, na łatwe i przyjemne Love Story i z jednej strony wiedziałam, że będzie dobre – wystarczy spojrzeć tylko na jej noty na portalach czytelniczych. Sądziłam, że dostanę w swe ręce historie nastolatków. Mało realną. I nie chodzi mi tylko o fakt,  że to fantastyka.... bałam się niedojrzałości bohaterów, przeciętności.
To, co stworzyły autorki przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Ta książka to 488 stron emocji, pasji, napięcia, niepewności, obłędu i miłości.


To historia dwóch osób – którzy próbują przetrwać po katastrofie ogromnego statku kosmicznego, jakim był IKAR. Ginie pięćdziesiąt tysięcy osób. Ocaleli tylko oni.
Major Traver Meresdsen, oraz córka najbogatszego w całej galaktyce człowieka Lilac LaRoux.
Para niemożliwa - on, jako że z niższego stanu nie mógłby nawet na nią spojrzeć, ona nie zbliża się do nikogo w obawie, że stanie mu się krzywda, gdyż ojciec nadmiernie ją chroni. Teraz jako jedyni ocaleni z katastrofy mają już zupełnie inne priorytety.
Ich jedynym zadaniem jest przeżyć na tej pozbawionej życia planecie. Ale przeznaczenie pcha ich ku sobie. Miłość kiełkuje w zakamarkach ich serc, pchając do zakazanego. Ulegną ? Czy aby na pewno są sami ta tej planecie?


Ta powieść zapiera dech, wciąga do swego świata i chwyta za gardło. Autorki napisały genialną historię w mistrzowski sposób. Napięcie jest wręcz namacalne. Każda kartka przeze mnie przerzucana odkrywała część ich wędrówki i tajemnicy, tylko po to, by dołożyć kolejną. Bardziej mroczną, zaskakującą.
Akcja goni akcję. Ich wędrówka jest zaskakująca, pełna napięcia. To nie jest trudna podróż, tylko fizycznie, gdyż przebywają w skrajnych warunkach. To odnajdywanie siebie, pokonywaniu słabości, walki, jaką muszą stoczyć ze sobą, ze swoimi demonami. Nie jest to opowieść o niedojrzałych, napalonych małolatach, którzy przez przypadek zakochują się w sobie.
To powieść o nadziei.

Jestem zachwycona dojrzałością bohaterów i całej powieści. Jest przemyślana, dopracowana.
Nie znajdziecie tu nic przypadkowego. Całość jest spójna i powalająca. Gdy ją czytałam przeżywałam każde słowo, każde zdanie, każą scenę. Trzymałam za nich kciuki, miałam swoje oczekiwania, nadzieje i modliłam się, by autorki szły moim tropem (a raczej by były dla mojego serca i umysłu łaskawe).
Co to były za emocje. Czułam się, jakby ktoś mnie wrzucił do pralki i włączył najwyższe obroty.
A miłość? Uczucia? Boże – nie znajduję  słów....

Brakuje mi skali, by ją ocenić- To arcydzieło, mistrzostwo.....  


15/10






Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu




sobota, 26 marca 2016

Kim jest Marta W. Staniszewska? - wywiad z autorką serii NIGDY.

Kochani, oddaje w Wasze ręce wywiad z pewną autorką. Napisała dwie świetne książki, które tworzą
serię Nigdy i ona dosłownie już puka do naszych drzwi.... Data premiery to 5 kwietnia 2016 r.
Owa pisarka to dość tajemnicza postać – mało o niej wiadomo, a jej zdjęcia profilowe są tajemnicze i
nie do końca wiemy, jak wygląda..... te, które otrzymałam do wywiadu nadal pozostawia

ją nieodgadnioną - pozostaje nam więc seria pytań ;)
Zapraszam Was do przeczytania wywiadu, a później gorącej serii NIGDY.




1. Kim jest Marta??
Przede wszystkim mamą swojej córeczki, zaraz potem żoną cierpliwego męża. Chwilę później
pracownikiem firmy konsultingowej, następnie czytelniczką romansów, dalej miłośniczką filmów na
podstawie komiksów Marvela, a dopiero na samym końcu autorem powieści, ale to dopiero gdzieś
daleko po fance Fineasza i Ferba i Pingwinów z Madagaskaru, bajek duetu Disney i Pixar, i amatorze
leżenia plackiem na plaży. Zasadniczo sporo we mnie z dziecka :)
2. Skąd pomysł na pisanie?
Przypadek i nie przypadek. Skrobałam coś od zawsze, w różnych gatunkach i z różnym rezultatem, ale
tylko do szuflady. Gdy, odważyłam się wyjść ze swoimi tekstami do ludzi okazało się, że są na tyle
dobre, żeby ktoś chciał zainwestować w ich wydanie. Ale odkąd zaczęłam pisać romanse, nie umiem
skończyć. Pisanie stało się moją pasją, a dzień bez pisania to dzień stracony. Tak samo, jak dzień bez
kawałka czekolady.
3. Dlaczego Romans / Erotyka?
Taka ze mnie niepoprawna romantyczka :) Wspominałam już, że lubię bajki? A romans to właśnie
taka bajka, tylko że dla dorosłych dziewczynek. To życie, o którym marzymy, chociaż wiemy, że jest
na tyle nierealne, że niemożliwe do spełnienia i przez to aż tak bardzo za nim nie tęsknimy i umiemy
żyć inaczej – realnie. Tak samo, jak w przypadku bajek.
4. Czy myśli Pani o pianiu historii, ale w innych gatunkach?
Chyba nie. Znam swoje miejsce i nie aspiruję do literackiego nobla. Moje pisanie to takie kino klasy
B, bez którego z jednej strony chyba nie istniałaby telewizja, a z drugiej nie jest na tyle wybitne, by
wyświetlić je w kinie. Tak siebie widzę.
5. Ulubiona autorka/ autor?
Nie ukrywam, że uwielbiam Sylvię Day. Poza tym mogę na okrągło czytać erotyki Olivii Cunning.
 Z „normalniej” literatury zakochałam się w Neilu Gaimanie po jego Amerykańskich bogach i chętnie
powrócę do tego autora, namiętnie czytuję również powieści Dana Browna.
6. Co znajdziemy na Pani półce w domowej biblioteczce?
Cała moja rodzinka lubi książki. Znajdziemy tam zatem bajeczki mojej córeczki, która jeszcze nie
umie czytać, ale codziennie zarządza przeczytanie sobie choćby jednej z jej rymowanek. Mąż
zaczytuje się w powieściach Johna Grishama, lubi też książki o tematyce wojennej i wojskowej. 
dziale mamy odnajdziemy romanse i erotyki Sylvi Day, całą serię powieści Dana Browna i ostatnio
moją ulubioną Ewangelię według Lokiego. Poza tym czytam dużo w formie ebooków i choć nic nie
zastąpi magii drukowanej książki i szelestu papieru, dużo łatwiej zabrać do pociągu czytnik z wieloma
pozycjami na karcie pamięci.
7. Romanse, erotyki – często nazywane „nie książkami” uznane za płytkie, błahe nic nie warte...
Jakie jest Pani zdanie na temat takich ocen/ opinii ??
W każdym gatunku znajdziemy książki wybitne i po prostu nijakie. Ale gdy oddzielimy te dobre od
tych gorszych, to cała reszta zależy zaskakująco nie od pisarza, a od czytelnika, i od tego, czego szuka
w historii, na którą zdecydował się poświęcić swój czas. Kiedy więc sięgając po erotyk szukamy
arcydzieła, klejnotu literatury na miarę Dostojewskiego czy Shakespeare ‘a, to zawiedziemy się bez
dwóch zdań.
Do romansów i erotyków należy podejść jak do rozrywki, chwilowej wizyty w świecie fantazji i baśni,
gdzie mężczyźni są twardzi i męscy, ale jednocześnie czuli i romantyczni, to świat gdzie kobiety są
silne i niezależne, natomiast w ramionach swojego samca stają się delikatne i maleńkie.
Moja rada dla wszystkich malkontentów – nie lubisz się bać, nie czytaj horrorów…
8. Do kogo chce Pani trafić ze swoimi książkami?
Piszę głównie dla kobiet, a moje historie staram się ułożyć tak, jak ja wyobrażam sobie idealny,
bajkowy romans. Czytałam niejedną powieść erotyczną gdzie seks oddzielony był grubą kreską od
uczuć, a jednak ktoś twierdził, że kocha. To nie jest układ, na który godzę się w przypadku moich
bohaterów.
9. Jak powstają Pani książki – jest plan spisany na kartce pomysł, czy też całkowita
spontaniczność?
To zależy. Czasem pomysł uderza w mnie jak grom z jasnego nieba, czasem muszę go spisać i
dopracować na papierze. Taka sytuacja najczęściej pojawia się w przypadku kontynuacji serii, gdzie
fakty muszą się zgadzać, a historia łączyć w logiczną całość. Gdy natomiast tworzę coś całkiem
nowego, myśli płyną swobodnym torem i nigdy nie wiem, jak zakończy się moja książka i dokąd
poprowadzą mnie losy moich bohaterów.
10. Kto jest pierwszym Recenzentem oceniającym Pani twórczość? Ocenie poddaje Pani
fragmenty czy też dopiero całość?
Nie znoszę, gdy ktoś czyta moje powieści przed ich ukończeniem. Po ostatniej kropce
pierwszym recenzentem jest moja siostra. Gdy ona wyda pozytywną opinie, daję książkę do oceny
przyjaciółce, która na co dzień nie czytuje romansów i uważam, że właśnie dzięki temu jest niezłym
sędzią w mojej sprawie. Zawsze znajdzie jakieś „braki” i niedociągnięcia i nie podchodzi do historii
emocjonalnie. Potem odkładam książkę na przysłowiową półkę i daję jej odpocząć. Najczęściej po
tym czasie zmieniam co najmniej trzydzieści procent treści i dopiero wówczas przesyłam do kolejnych
dwóch przyjaciółek – tym razem miłośniczek romansów, a kiedy usłyszę od nich: „to jest facet moich
snów” – powieść jest gotowa na wydawnictwo.
11. Czy młodzież powinna czytać literaturę erotyczną?
Zdecydowane nie. Młoda kobieta nie przeżyła na tyle dużo, aby móc odróżnić fikcję od
rzeczywistości. Literatura erotyczna buduje nieprawdziwy obraz związku i może prowadzić do
wygórowanych oczekiwań. Czasem nawet mnie zdarza się o tym zapomnieć, a co dopiero
przypadkowemu, nieopierzonemu dziewczęciu.
12. Już niedługo, już za chwilę... Seria „Nigdy” pojawi się w formie papierowej- jest Pani
podekscytowana??
Nie wiem :) Chyba jeszcze nie umiem w to uwierzyć. Uwierzę dopiero jak dotknę okładkę
i powącham papier! To wszystko dzieje się w moim życiu tak niespodziewanie i szybko, że trudno
oswoić się z myślą o swojej książce na półce w księgarni. Poza tym boję się. Marnie przyjmuję
krytykę, a wiem, że i taka będzie i będę musiała się z nią zmierzyć.
13. Czym się Pani inspirowała pisząc tę historię?
Tajemnica! Mogę tylko zdradzić, że wygląd głównego bohatera wzorowany był na filmowym Thorze,
ale to chyba żadna niespodzianka.
14. Niestety Seria „Nigdy” przeciekła do internetu – Co sadzi Pani o takiej formie
niepozyskiwania książek?
Nie dziwi mnie, ale trochę smuci. Z drugiej strony im szerzej moja twórczość się rozprzestrzeni, tym
lepiej dla mojej trzeciej książki.
15. Ta seria jest mocna i gorąca jak samo piekło – dla mnie ideał, ale w Polsce niestety seks
nadal jest tematem tabu – nie obawiała się Pani opinii na jej temat i tego, jak zostanie przyjęta?
Tego akurat się nie boję. Rynek zalany jest mocniejszymi niż moje pozycjami, dosłownie i w
przenośni. Czytelnik znieczulił się na „książkowy” seks. Myślę, że dla niektórych seks w moich
książkach będzie nudny…
16. Wiadomo – bywają opinie dobre i złe... jak sobie Pani radzi z tymi drugimi?
Jak już pisałam, marnie przyjmuję krytykę, ale jeśli jest konstruktywną opinią, a nie tylko
beznamiętnym hejtem, to uczę się pochylić głowę i przyjąć ją z pokorą. Jednak nadal jest to bardzo
trudne. Chyba każdy autor uważa, że jego dzieło jest idealne, dokładnie takie, jakie miało być –
inaczej nie zdecydowałby się go wydać. Ja piszę z wnętrza, oddaję kawałek mnie w te powieści i
traktuję swoje książki trochę jak dziecko, dlatego krytyka zawsze uderza w samo serce.
17. Czy ma Pani jakieś rady dla piszących do szuflady? Warto debiutować?
Pewnie! Zachęcam każdego do zebrania się na odwagę i pokazania swoich utworów. Wydanie książki
to początek fantastycznej podróży pełnej przygód – czasem tych mniej przyjemnych, ale każde
doświadczenie jest cenne.
18. Pisanie to...
Teraz hobby, ale chciałabym, żeby kiedyś stało się głównym zajęciem i zawodem, bo trudno pogodzić
pracę na etat z pisaniem, zwłaszcza teraz, gdy Wydawnictwo ma wobec mnie tak duże oczekiwania.
19. Jakie są Pani plany? Powstaje coś nowego?
Ciągle i bez ustanku, problem w tym, że rozpoczęte mam cztery powieści, a pomysłów w głowie na
kolejne dwie. Przez to, że nie umiem zdecydować się na jedną historię, pisanie idzie znacznie wolniej.
Tak – umiejętność podejmowania decyzji to też nie moja mocna strona. Na szczęście trzecia książka
jest już po korekcie i redakcji, i trwają prace nad okładką. Premiera jesienią.
20. Gdzie możemy spotkać Martę? Czy ma Pani w planach spotkania autorskie?
Najbliższy termin, w którym będzie mnie można złapać to maj i Targi Książki w Warszawie.
Dokładną datę podam na stronie autorskiej na Facebooku, gdy tylko będę ją znała.
21. Czy jest coś, co chciałaby Pani przekazać swoim obecnym i przyszłym czytelnikom?
Wszystkim Czytelnikom serdecznie dziękuję za to, że sięgają po moje książki. Każda pozytywna
opinia, która do mnie dociera, motywuje do pisania lepiej niż galon kawy…




                                                              Dziękuję za rozmowę i do zaczytania ;










sobota, 12 marca 2016

"Konsekwencje pożądania" Aleatha Romig

Skusiłam się na nią gdyż była mi polecana. Czytałam opinie pełne zachwytu, wiec w dniu premiery pobiegłam do księgarni nabyłam ją i zaczęłam czytać....Poniżej opisałam Wam konsekwencje mojego wyboru.....





Zacznę od tego, że spodziewałam się książki w stylu dark erotica.
Mocnego, mrocznego, piorącego  umysł, naszpikowanego erotyzmem darka. Jeżeli mieliście okazję czytać Dark Duet to wiecie jakie miałam oczekiwania... Ba nawet pójdę dalej. Ostatnio miałam okazję czytać książki bardziej bulwersujące niż jedyny  dark jaki ukazał się w Polsce i liczyłam, że "Konsekwencje pożądania" będą zachwycały  i przekroczą moje oczekiwania, które już od początku były duże i określone, ale czy się udało ??

Spójrzmy na notkę od Wydawcy:

Czy można zakochać się w swoim oprawcy?
Obserwował ją od dawna.
Intrygowała go.
Zaprosił ją na randkę. Z tego spotkania już nie wróciła…

Claire Nichols budzi się w luksusowej sypialni. Przypomina sobie, że została porwana. Zdenerwowana i przestraszona zaczyna walkę o przetrwanie… Od teraz jej życie zależy od zamożnego, czarującego, wspierającego organizacje charytatywne, biznesmena, Anthony’ego Rawlingsa. Jednocześnie, jak się okazuje – groźnego, uwielbiającego sprawować nad wszystkim kontrolę, porywacza. Anthony jednak nie przewidział siły miłości i namiętności, które potrafią połączyć ludzi w najbardziej nieoczekiwanych sytuacjach. Jak potoczą się losy porywacza i ofiary połączonych pożądaniem?

Zacznę od razu i prosto z mostu – dla mnie to nie Dark Erotica. Jeżeli podejdziecie do niej z takimi oczekiwaniami to tak jak ja się rozczarujecie.
Owszem jest porwanie, owszem jest przetrzymywanie, zasady, ale nie są takiego kalibru i takie ostre jakie być powinny. Czytając jej nie rozumiałam o co cała draka. 
Claire zostaje porwana i Anthony wymusza na niej posłuszeństwo na podstawie "niby" umowy jaką podpisali na randce. To wedle niej on spłaca wszystkie jej długi, a ona jest jego – dosłownie i w przenośni. On staje się jej panem. Ma decydować o wszystkim co jej dotyczy.... ale Claire dzięki swojej uległości zyskuje przywileje. Może wychodzić, bywa na zakupach, odwiedza spa, towarzyszu mu na przyjęciach .... i tu zachodzę w głowę.... czemu ona nie uciekła????

Całkowicie mu się podporządkowała na podstawie umowy, której autorka nie do końca wyjaśnia. Jakby tego było mało ich relacja ewoluuje... po tym jak sprawy wymykają się spod jakiejkolwiek kontroli Anthony zmienia do niej podejście i bohaterka znów zyskuje możliwość odejścia.... zostaje oczywiście. Syndrom sztokholmski? Miłość? Głupota??
Niestety dla mnie to trzecie...

Jak dla mnie zabrakło walkiłamania. Claire poddała się praktycznie od razu. Anthony mówił skacz, a ona pytała jak wysoko.... Nie pokazała pazurów, kręgosłupa.... nic poza uległością.

Pan biznesmen to już zupełnie inna sprawa... To on uratował tę książkę. Jest niezwykle złożonym  bohaterem. Cały czas zastanawiałam się nad jego motywem. Wiedziałam, że tam nic nie jest białe albo czarne. Jestem nawet w stanie powiedzieć, że kieruje nim nie tyle zemsta, a choroba psychiczna. Jest szalony, zagmatwany i niejasny w swoim postępowaniu. Do ostatnich stron nic nie wiadomo


Niestety tom pierwszy nie rozwiewa wątpliwości i koniecznie trzeba czytać tom 2. Mnie jednak  do niego nie ciągnie. Ten mnie tak wymęczył, że mimo ciekawego zakończenia nie zrehabilitował się na tyle bym powiedziała WOW. 



Całość oceniam na nudną, mało oryginalną.... powiem szczerze że przypominało mi Greya ( hihihih tak, tak) on też miał zapędy kontroli ;)

Nie było napięcia seksualnego, nie było łamania bohaterki, nie było nawrócenia bohatera, nie było erotyki... Nie porwała, nie zachwyciła, nie powaliła na kolana....Czytacie na swoją odpowiedzialność.


Ja moją przygodę z Konsekwencjami kończę na tomie 1....


5/10






sobota, 5 marca 2016

" Raven" Sylvain Reynard

Jestem ogromną fanką serii o Gabrielu Emersonie. Absolutnie ją uwielbiam i sięgając po Raven tego samego akutora/ autorki moje oczekiwania były ogromne.... nie ukrywam, że oceniłam tą pozycję przez pryzmat właśnie wspomnianej powyżej serii. Chciałam uczuć, emocji, pięknego języka – ale czy się udało??



Tytułowa bohaterka nie jest taka do jakiej przyzwyczaili nas autorzy... Przeciętnej urody, ze sporą nadwagą, kulejąca. Pracuje jako konserwator zabytków w Galerii Uffizi. Poznajemy ją gdy wraca samotnie po jednej z firmowych imprez do domu. Staje się świadkiem napadu na bezdomnego, któremu pomaga. Trzech mężczyzn znęca się nad nieszczęśnikiem. Raven nie wytrzymuje- krzycząc by przestali, a tym samym ściąga na siebie uwagę pijanych napastników. Zaczynają ją ścigać, najpierw wyśmiewając się z niej i jej kalectwa, później atakują..... Na jej szczęście zarówno jak i Raven jak
i napaść wzbudza zainteresowanie tajemniczej postaci – silnej, zwinnej, morderczej, nie znającej litości. Ratuje Raven w momencie gdy ta jest już umierająca, jednak nie uratował jej zwykły człowiek, a sam Książę wampirów, który czuje niewytłumaczalna tęsknotę i potrzebę opiekowania się Raven.....



Ta historia jest tak inna, świeża i zaskakująca! Dawno nie maiłam w swoich rękach powieści
o wampirach. Bohater jest samczy i dominujący,bezlitosny, ale całe tło jest całkowitą nowością.
Czy to źle ? Absolutnie nie! Autor już od samego początku łapie czytelnika i nie pozwala odłożyć książki! Cały czas zaskakuje, powoli dozuje nam nowe informacje z przeszłości Księcia, który
po głębszym poznaniu nie jest tym za kogo chce być uważany.

Akcja goni akcję.... i cały czas ta niepewność...

Ta historia to nie błahy romans! Znajdziecie tu wątki kryminalne, zagadki związane ze sztuką, piękno Florencji. Uwielbiam fantastykę – a tu jej sporo. Poza wampirami i ich zasadami mamy inne stwory, które żyją pośród zwykłych śmiertelników. 




W tej książce jest ogromne przesłanie – mocne i tak trafione w dzisiejszych czasach.

Raven jest kobietą prawdziwą. Posiadającą wady nie tylko fizyczne, ale i charakteru, co czyni
ją pełnokrwista, realną. Autor dzięki takiemu zabiegowi uzmysławia czytelnikowi o w życiu jest ważne. Ze zewnętrzna skorupa jaką nosimy nie powinna nas określać. Tym czym mamy się kierować to serce i nasze wnętrze. Piękno nie jest powierzchowne a wewnętrzne! 

Rave jest silną bohaterką mimo, ze przeszła w życiu wiele nie użala się nad sobą. Walczy o każdy oddech, i myśli o innych, a nie o sobie.


W tej powieści autor znów pokazuje swą delikatność w emocjach i piękny plastyczny język. Czytając ją popadałam w skrajności – z jednej strony chciałam przeczytać ja jak najszybciej – przeżyć te emocje i rozwiązać zagadkę , a z drugiej strony chciałam delektować się powoli każdym słowem, każdym zdaniem, każdą kartką. Ta historia kradnie serce i nie pozwala o sobie zapomnieć. Uwielbiam opisy sztuki - są tak ciekawe, że czytając otwierałam przeglądarkę i szukałam informacji o danym obrazie.... uwielbiam takie zabiegi, dzięki którym książka jest czymś więcej....


Czy są wady? Są.... Mimo, że książka mi się podobała to nie skradła mi serca tak jak to zrobiło Piekło Gabriela...czegoś mi zabrakło. Chciałam więcej emocji, bólu serca, guli w gardle..... tego mi zabrakło. Koniec książki jest również wstępem do tomu drugiego i jestem przekonana, ze to właśnie w kolejnym tomie nastąpi rozkwit emocji. Autor zasiał ziarno, a ja muszę czekać....

Polecam

7/10



                                                  Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu 












czwartek, 3 marca 2016

"Obsesja" Jennifer L. Armentrout



Pani Kasia wygrała wczoraj Obsesję, którą miałam przyjemność czytać już dawno temu i gdzie ja mam głowę... przecież powinnam Wam dać recenzję byście nie przegapili tego CUDA :)


Jesteście ciekawi? Muszę Was uprzedzić, że poniższa opinia powstała kiedy jeszcze nie pisałam recenzji, ani nie prowadziłam bloga - raczkowałam w tym temacie. Ktoś może zapytać dlaczego ją wiec zamieszczam? Ponieważ powstała ona zaraz po tym jak skończyłam czytać... jest napędzana wrażeniami i przepełniona emocjami..... Oto ona:










Gdybym mogła dałabym 11 gwiazdek R E W E L A C J A !!!


Jestem absolutnie zachwycona, ale po kolei: 



Książka opowiada losy Huntera, który jest bezwzględnym zabójcą, a do tego nie jest człowiekiem, a obcym - Aurumem. Departament Obrony ma go w stanowczym chwycie, co zazwyczaj nie jest zbyt denerwujące, bo może zabijać swoich naturalnych wrogów Luxenów. Przez większość czasu jest zadowolony ze swojej pracy. Do czasu, aż zostaje obciążony czymś, czego nigdy wcześniej nie musiał robić: ochroną człowieka, a dokładnie ochroną pięknej Sereny. 


Serena Cross nie uwierzyła swojej najlepszej przyjaciółce, gdy ta twierdziła, że widziała syna silnego senatora zmieniającego się w coś... nienaturalnego. Kto by uwierzył? Ale potem jest świadkiem morderstwa jej przyjaciółki z rąk czegoś, co może być tylko kosmitą, wrzucając ją do świata, który zabije, żeby zachować swój sekret. 



Już od pierwszych stron poczułam, ze to jest to. Genialnie napisana, świetnie obmyślona historia. Autorka, którą i tak już cenię stanęła na wysokości zadania bo przecież podjęła się bardzo trudnego tematu. Pisanie 
o kosmitach uważam za trudne bo łatwo przekombinować, przekoloryzować, albo pozostawić u czytelnika niedosyt. Tu jest wszystko wyważone, płynne, spójne - Cudne. 
Bez wątpienia to książka dla starszych czytelniczek. Hunter jest bardzo aroganckim, władczym 
i charyzmatycznym bohaterem. Wynika to z jego pochodzenia. Jest wojownikiem, który niczego i nikogo się nie boi. Jego Rasa jest pełna testosteronu, waleczna, odważna. Na dodatek do tego tafia mu się Serena, która jest ciekawska, pełna sprzeczności i emocji, a do tego pyskuje. Aurun przeżyje szok bo ludzka kobieta wzbudzi w nim to czego nigdy nie czuł, a ich kłótnie rozbudzają jego instynkty. 
To właśnie dialogi są ogromnym atutem tej książki. Wartka akcja, tajemnica i zagadka do rozwikłania a to tego całkiem sporo erotyzmu..... Autorka trzyma czytelnika za gardło do ostatnich stron, zaskakuje i ciekawi. Nie mogę się doczekać kolejnych tomów bo Hunter ma dwóch braci, którzy będą kontynuować wątek spisku i tajemniczych projektów, ale przy okazji każdy z nich opowie swoją historię. 


Gorąco Polecam 



środa, 2 marca 2016

Rozwiązanie tajemnicy - wyniki konkursu

Kochani co kryła tajemnicza koperta z Wydawnictwa Filia??



 Oto rozwiązanie zagadki:



Wydawnictwo Filia zrobiło mi ogromną niespodziankę, gdyż na Obsesji znajdziecie fragment mojej opinii. To właśnie Obsesja była nagrodą w konkursie..... ale kto wygrał?????




video



Zwyciężczynię zapraszam do kontaktu mailowego  





wtorek, 1 marca 2016

"Bez słów" Mia Sheridan

Są książki z duszą.... takie, przez które nie możemy spać, jeść, myśleć o niczym innym jak o czytaniu ich. Są książki, które pochłaniają i kradną nasze serca.

Oto Bez Słów – Historia, która właśnie do takich należy.... ale zacznijmy od początku...


Ta książka to historia Bree, która przeprowadza się do małego miasteczka by uciec od przeszłości. Chce zacząć od nowa – wyciszyć się, nabrać dystansu, uleczyć się. Niespodziewanie na swej drodze spotyka nieznajomego....  Z początku jest przerażona mężczyzną, który nie odzywa się do niej ani słowem. Do tego dochodzą opinie innych ludzi, którzy określają go mianem wyrzutka, samotnika – dokładając do tego niepełnosprawność umysłową....

Na całe szczęście Bree należy do mądrych życiowo, mających swoje zdanie bohaterek i nie bierze opinii pod uwagę.

Już niebawem sama przekona się kim jest Archer, dlaczego nie mówi i …. zatrzęsie światem Bree.

Nie spodziewałam się po niej takiej głębi – zaczynając ją wiedziałam, ze jest dobra po opiniach
na zachodnich portalach, ale to co dostałam przeszło
moje najmniejsze oczekiwania. To morze emocji i nie chodzi mi o emocje związane z uczuciem rodzącym się pomiędzy tą wyjątkową dwójka.
To przez to nie umie żyć, nie zwraca uwagi na świat jaki go otacza. Jest przekonany, że przez swoje kalectwo jest skazany na samotność... do czasu Bree. To ona pokazuje mu jak wspaniały jest świat. Uzmysławia jak wiele tracił. Odbudowuje jego umysł i dusze, daje mu bezwarunkową miłość. Miłość, która buduje i leczy.
Ma w sobie absolutnie wszystko co mieć powinna. Nie ma wiele takich książek, myślę, że mogłabym policzyć je na palcach jednej ręki. Powieści, które na zawsze zostaną w moim sercu i umyśle.
Ta książka przede wszystkim pokazuje samotność i wyalienowanie. Pokazuje jak krzywdzące jest ocenianie innych ludzi i jak ograniczone i niesprawiedliwe jest społeczeństwo. Jesteśmy świadkami walki i przełamywania strachu i ograniczeń umysłowych. Archer przeżył tak wiele – wypadek, który naznaczył go na całe życie, ale dopiero odseparowanie go od społeczeństwa napiętnowało go.

Uwielbiam Bree. Jak dla mnie to ideał bohaterki. Mądra, mająca swoje zdanie i kręgosłup moralny. Nie ma niedomówień, nie kłamie, nie szuka dziury w całym. Jest odważna, waleczna, wierna.


Autorka Napisała genialna książkę – a zrobiła to pięknym delikatnym stylem. Jej się nie czyta – ją się pochłania, nią się żyje. Język jest piękny, plastyczny, lekki i prosty. To dzięki niemu chce się szanować każdą stronę, celebrować i nie odkładać jej ani na chwilę. To typ: Zaczęłam i muszę ją jak najszybciej skończyć.

Od tej książki bije mądrość, morze emocji, zapierająca w dech miłość i przemiana.

Zapamiętajcie tą autorkę – to geniusz, który na pewno będzie nas zachwycał swoimi wspaniałymi, zapierającym dech historiami – Was już teraz zapraszam do lektury Bez Słów
POLECAM jako lekturę obowiązkową

Za egzemplarz do recenzji  dziękuję Wydawnictwu 









Obserwatorzy

Google+ Followers