wtorek, 19 września 2017

TINKA o "O wiele więcej" Kim Holden

Po powalającej trylogii „Promyczka” wiedziałam, że automatycznie sięgnę po kolejną pozycję autorstwa Kim Holden „O wiele więcej”. Opis przyznaję bardzo tajemniczy, dojrzały i godny uwagi… od razu mnie zachęcił. Oto jego fragment:

Miłość to dziwna sprawa. Pojawia się znikąd. Nie ma w niej logiki. Nie da się jej zmierzyć. 
To mieszanka uczuć i pasji, połączenie niebezpieczne, podsycająca miłość... ale również nienawiść.

Mimowolnie poznałem oba i jestem już ekspertem.

Zakochałem się w Mirandzie ślepo i bezgranicznie. Wyidealizowałem sobie  jej obraz.

Jednak marzenia są niczym dym.
Są nieuchwytne. Unoszą się nad nami, aż w końcu wydaje nam się, że ich pragniemy, że ich potrzebujemy.
Taka była również Miranda. Ulotna niczym dym...

Już dawno żadna książka nie powaliła mnie tak na kolana. Żadna nie budziła tylu emocji i nie wywoływała tylu łez. Moje serce, tak kruche i słabe z każdym rozdziałem… pękało z bólu, wściekłości i ogromnego żalu do sytuacji jaka spotkała Seamus’a. Bohatera, którego już na wstępie kochamy. Uwielbiamy za charakter, niewinność, ufność, bezinteresowność i przede wszystkim za ogromne dobro. To człowiek, który rozsiewa wokół siebie aurę miłości, czułości i opiekuńczości. Wzór do naśladowania. Ideał jakich ze świeczką w ręce szukać. Mężczyzna, który niestety wpadł w sidła modliszki.


Miranda, to bezwzględna, twarda i nieznosząca sprzeciwów kobieta. Jest nastawiona na jeden cel – sukces. Wszystko co dzieje się w jej życiu jest ułożone według planu, od A do Z. Wszystkie założone kroki, jeden po drugim spełnia, coraz bardziej zbliżając się do upragnionej posady i pozycji społecznej. Seamus jest tylko jednym z jej wielu środków do celu. Oczywiście nikt nie widzi tego co misternie ułożyła w głowie. Zakłada maskę, wczuwa się w rolę a manipulacja to po prostu jej drugie imię.

Whoooa!! Powiem, wam że to co się działo w tej książce przeszło moje śmiałe oczekiwania. Owszem liczyłam na dobrą lekturę, ale to co dostałam wykroczyło poza słowo bardzo dobre i plasuje się na granicy wybitne! Cała książka to jeden wielki zbiór pięknych, wzruszających,  przyjemnych i pocieszających cytatów. Mój egzemplarz książki obklejony jest karteczkami-zakładkami, z których każda prowadzi do innego świata myśli i słów. Szczerze powiedziawszy historia opowiedziana w tej książce to tragiczna walka o odzyskanie wszystkiego. Godności, miłości, serca, zaufania, spokoju i radości. Niestety jest to walka z osobą, którą kiedyś najbardziej na świecie kochaliśmy i ufaliśmy, że jesteśmy przy niej bezpieczni. No cóż, w skrajnych przypadkach życie weryfikuje takie sytuacje i rzuca nam kłody pod nogi. W tym przypadku Seamus upada nie jednokrotnie. W przenośni i dosłownie.


Powiem wam, że nie mam doświadczenia takiego jak ten mężczyzna, ale potrafiłam się bardzo głęboko wczuć w jego sytuację. Rzadko się zdarza bym przeczytała książkę w jeden dzień… ta tutaj jest dowodem na to, że są historie, które od początku Cię wciągają w swój świat. A ile przy tym wylałam łez? Dużo! Bardzo dużo… i nie żałuję żadnej minuty tej lektury. Autorka stworzyła piękny obraz bezinteresownej miłości i walki o nią. Pokazała nam, że nawet po najgorszej burzy, wychodzi słońce i jego promienie nas rozgrzeją, osuszą łzy i dodadzą energii. Chcę się zachwycać ta książką, bo dała mi tyle nadziei i siły, że czuje się niezwyciężona. Tak jakby, nic nie było dzisiaj w stanie mnie pokonać, bo ja dam radę i koniec.

O wiele więcej niż REWELACYJNA!
O wiele więcej niż POWALAJĄCA!
O wiele więcej niż WZRUSZAJĄCA...
... I o wiele więcej niż POLECAM!! 

To książka, która zawładnie waszym sercem... 
( uwaga! bez chusteczek higienicznych się nie obejdzie!)




10/10

środa, 23 sierpnia 2017

TINKA o "Bez uczuć" Mia Sheridan

Zaraz, gdy pojawiła się wzmianka o kolejnej książce Mii Sheridan nie będę Was oszukiwać, ale postanowiłam w ciemno zamówić ją przed premierą. Wiedziałam, że będę z niecierpliwością krążyła wokół g-maila, który w końcu łaskawie poinformuje mnie o wysyłce…. W końcu nadszedł ten moment! Zapowiedź od wydawnictwa – jest! Spójrzcie na opis… ma wszystko, na co fan powieści tej autorki powinien czekać:



Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa.


Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony...

Czy w sercach Lydii i Brogana na nowo zakwitnie miłość, chociaż wybrali życie bez uczuć?



Na wstępie wspomnę, że cała seria to zupełnie odrębne i niepołączone ze sobą powieści. Autorka za każdym razem wydając swoja powieść ma zupełnie inna historię do opowiedzenia swoim czytelnikom.

Już na początku książki zostajemy wciągnięci w historię, można by rzec, że społecznego mezaliansu – chodź nie dosłownie. W pewnym sensie. Młody Brogan Ramsey – biedny ogrodnik pracujący na dworze rodziny Edwarda de Hillivanda,  stara się utrzymać siostrę i ojca. Jest dumny i ciężko pracuje, by utrzymać w tajemnicy problemy rodzinne.  Wie, że nie zasługuje na uwagę pięknej i inteligentnej panienki, która jest córką właściciela posesji. Natomiast Lydia, bogata i rozpieszczona uwielbia bawić się uczuciami. Ona również nie pozostaje obojętna na wygląd i umiejętności młodego chłopaka. Na każdym kroku próbuje z nim flirtować. Wie, że nie powinna, a jednak zabiega o jego uwagę. Już wtedy, rodzi się między nimi ogromna fascynacja. Niestety  pojawia się osoba, która za wszelką cenę to szybko i definitywnie zakończy. A gdy w to wszystko wplątana zostaje  intryga, to zdarzenia, które nastąpią później, napiętnują bohaterów na długie lata.


Zacznę od tego, że bardzo mi się podobała ta część. Uważam, że książka nie jest najlepszą pozycją Pani Mii. Bo porównując ją do poprzednich części, wypada słabiej… ale to nadaj ona i nadal potrafi obudzić w czytelniku głębokie emocje.

„Bez uczuć” to historia o perfidnie zaplanowanej zemście. 
O upokorzeniu. 
O walce z przebaczeniem… i odkupieniu.


Brogan Ramsey dla nas pozostaje bardzo długo tajemnicą. Skrywa wszystkie demony bardzo głęboko zakopane w swojej duszy. Czuje wstyd. Każda zła decyzja, którą podjął pogłębiała jego rozpacz i nienawiść do samego siebie. Rodzi się w nim człowiek, który za wszelką cenę pragnie zemsty. Uknuł plan, który miał uderzyć w najbardziej znienawidzoną osobę. Tą którą upokorzyła go i zostawiła bez nadziei. Ale wtedy na jego drodze staje Lydia. A widok jej, po tylu latach życia w żalu burzy powoli mury, które wnosił latami. Musi przemyśleć wszystko raz jeszcze. Nie jest w stanie dopuścić myśli, że mógłby to wszystko stracić. 


Lydia de Hillivand. Musze przyznać, że autorka bardzo umiejętnie przedstawiła obraz przemiany jaką przeszła bohaterka. Ze słodkiej nastolatki, która nie miała żadnych obowiązków - do kobiety, która wszelkimi sposobami próbowała utrzymać się przy dawnym statusie społecznym. Podobała mi się jej zdeterminowana postawa. Hardy duch i zaciętość mimo upokorzenia. Potrafiła zdrowo ocenić swoją sytuację, nie grała – przy czym zachowywała pokłady swojej dobroci i empatii. Niestety mimo rozsądku nie domyśliła się, że grozi jej wielkie niebezpieczeństwo.




Tajemnice zawsze tworzą niedopowiedzenia. A one zawsze rodzą konflikty, które często kończą się bez wyjaśnienia. Tak samo stało się w przypadku bohaterów.

Dalsze losy bohaterów pokazują jak Brogan próbuje złamać piękną Lydię, ale mięknie w jej ciepłych słowach... i spojrzeniach, które skrywają dawną miłość. Żal, który w sobie ukrywał łamie nam serce, a emocje które towarzyszą jego opowieści o przeszłości smucą i dają do myślenia. Nie potrafiłam się oderwać od książki, tak bardzo chciałam, by mógł odzyskać ten kawałek serca, który stracił wiele lat temu. Dobro i chęć pomocy jaka się w nim znajduje, istniała od zawsze. Była głęboko zakorzeniona i rosła wraz z nim. Mimo tego, że często upadał i wplątał się w dziwne układy... pozostał szlachetnym człowiekiem. 
Lydia, mimo żalu i smutku jaki w sobie ukrywała, ma w sobie światło, za którym tak bardzo tęsknił Brogan. Jest dla niego nadzieją na odkupienie. Potrzebuje jej miłości, bliskości i utwierdzenia w przekonaniu, że mimo demonów tuż za rogiem może się jeszcze udać... niestety los bywa przewrotny.




Historia Lydii i Brogana w piękny sposób pokazuje jaką siłą jest przebaczenie. Wraz z nim odkupienie i szczęście, które mimo przeciwności losu możemy odnaleźć, jeżeli tylko wybaczymy. Sobie. Innym. Bliższym i dalszym.  

Nie jestem w stanie zgodzić się z niektórymi niskimi ocenami powieści, na które trafiłam w sieci. W książce "Bez uczuć" autorka przedstawia nam bardzo dojrzałych bohaterów, których historia sprawia nam ból, smutek i żal na los jaki został im zgotowany. Ma również momenty, które nas bawią i rozczulają. Książka posiadaja swoją głębię, którą jesteśmy w stanie poczuć. Nie twierdzę, że powala... ale utrzymuje bardzo dobry poziom i niejeden z nas może odnajdzie w tej historii małą cząstkę siebie. Niesprawiedliwym było by ocenienie autorki poniżej pewnych kryteriów, bo zawsze stawia sobie wysoko poprzeczkę. Dlatego uważam, że jest to powieść do kolekcji, którą każdy fan Mii powinien mieć na półce. Polecam i życzę naprawdę miłej lektury!


7/10

piątek, 18 sierpnia 2017

Konkurs "Manwhore +1" i Fobos"


Witam Kochani,


Mam dla Was wyniki konkursu :) 


Odpowiedzią było oczywiście Lubimy Czytać - swoją drogą świetny portal dla wszystkich książkoholików ;) Mam nadzieję, że Wam też się uda (jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście) spotkać bratnią duszę na tym portalu... tam można poznać prawdziwych przyjaciół!


Przypomnę tylko, że do wygrania były książki: 




"Manwhore +1" 

video wygrywa : Jagoda G

"Fobos" 

video wygrywa: Karolina M

Gratulacje dla zwycięzców :) 

Adresy pod które powinny zostać wysłane książki proszę wysłać na maila: kasik13111@wp.pl

Miłego i zaczytanego weekendu! :) 

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Kasik o "Przyszłość ma twoje imię" Elżbieta Rodzeń

Są autorzy, którzy są po prostu moi i jak tylko pojawia się nowa książka na rynku -  muszę przeczytać. Zwykle są to zagraniczni pisarze - Colleen Hoover, Mia Sheridan, Tillie Cole....
Od jakiegoś czasu mam też polską specjalistkę od New Adult - Elżbietę Rodzeń.

Gy dojrzałam zapowiedz "Przyszłość ma twoje imię" - wiedziałam, że ją przeczytam.
Poza tym, że cenię autorkę, gdyż skradła mi serce poprzednimi swoimi powieściami -  to patrząc obiektywnie - zakochałam się w okładce. Możecie wypominać mi, że okładka ma dla mnie znaczenie, ale uwierzcie mi - ci co mówią, że nie ma - kłamią. Okładka tworzy pierwszy bodziec sprawiający, że sięgamy po książkę - tak jest i muszę przyznać, że ta okładka jest po prostu hipnotyzująca. Opis książki to tak naprawdę kwintesencja New Adult.
Zagrało mi w niej  absolutnie wszystko, ale czy obroniła się treścią???



Autorka powieść opiera na Blance i jej tragicznej przeszłości. Dziewczyna przeżyła  traumę, która teraz rzutuje na całym jej życiu. Mimo, iż walczy o siebie i swoje życie  nie jest w stanie zapanować nad lękami, które tkwią w niej głęboko i są odruchem bezwarunkowym. dziewczyna, żyje, ale nie jest to pełnia życia. Ma ograniczenia z których zdaje sobie sprawę
i pogodziła się z nimi. Porusza się balansując pomiędzy nimii stara się być dla innych jak najbardziej "zwykła".

Chce zakosztować normalności  - przeprowadza się do mieszkania swojej kuzynki i zaczyna studia. Chce być niezależna i sama dawać sobie radę ze wszystkim. Chce zamknąć pewien rozdział w swoim życiu i ma być to sposób na samoleczenie. Nie umie jednak korzystać z życia w pełni. Psychika ją mocno ogranicza. Poznaje wówczas Mateusza - swojego sąsiada - również studenta i jak się później okazuje również kierownika w kawiarni w której podjęła pracę.

Mateusz to młody i zdolny człowiek. Nie miał łatwego życia- również przeżył wiele, 
a wszystko co co ma i co zdobył zawdzięcza sobie - swojemu uporowi, ciężkiej pracy 
i determinacji. Dzięki przeżyciom z lat nastoletnich jest pełen pokory i samodyscypliny. 
Wie co chce osiągnąć i wie jak to zrobić. Jakie jest wiec jest ich zdziwienie gdy los stawia ich na swojej drodze. Co połączy tech dwoje i czy ich przeszłość będzie rzutować na ich teraźniejszość i przyszłość? Czy przeznaczenie wystarczy?

Zapraszam do lektury - a uwierzcie mi warto. 

To co znalazłam w środku utwierdziło mnie w przekonaniu, że autorka jest mistrzynią w tym stylu. Tworzy ona bowiem świat, w którym każdy z nas się odnajdzie, każdy może się z nim utożsamiać. 
To realia, które możemy przenieść do swojego życia. Nie znajdziecie tu wydumanej
i nierealnej historii. To ogromny plus, że jest tak namacalna, a bohaterowie tak pełnokrwiści. 


Nie jest to ckliwy romans - owszem znajdziecie tu pierwszą miłość, ale ja uważam, że to powieść o dojrzewaniu i pokonywaniu własnych ograniczeń. To historia o przemianach 
i leczeniu. Autorka genialnie pokazuje jak popłaca ciężka praca i zaciętość, jak należy walczyć o siebie i marzenia, ale też jak przewrotne jest życie.


"Pamiętaj o tym, co najważniejsze.
Zacznij od nowa.
              Twoja przyszłość jest biała jak śnieg."


Znajdziecie tu ogrom mądrości życiowych, nadziei i nie myślcie sobie że to książka dla młodych. Ta powieść nie ma ograniczeń wiekowych, a  co zwraca jeszcze uwagę? 
Tło powieści - mocno rozbudowane nadające głębi i wyrazu wydarzeniom i bohaterom pierwszoplanowym. Bo cóż mogą i cóż by znaczyli bez rodziny i przyjaciół? Całość uczy różne pokolenia. Ta książka nie ma metryczki - jest idealna dla każdego.


Książka jest mocno przemyślana i bardzo złożona, ale zastosowany język jest prosty. Efekt? Otrzymaliśmy  powieść bez zbędnego nadęcia - przejmującą i chwytającą za serce, ale bez bufonady. Taki zabieg znów pozwala trafić w serca każdego z nas.

Co do minusów. Mam tylko jeden - Uważam, że pierwsza część książki jest za długa. Zbyt szczegółowo zagłębiamy się w codzienne życie bohaterów. Na początku bardzo mi się to podobało. Detale, drobiazgi, powolnie rodząca się miłość. Niestety autorka przeciągnęła strunę i to co z początku cieszyło z biegiem stron stało się uciążliwe i nudziło. Było za bardzo rozwleczone.  Mówię celowo o pierwszej części, choć żaden podział nie istnieje. Ale Ci co czytali bądź przeczytają będą widzieć różnice. Nie chcę Wam spoilerować, więc tylko powiem - MUSICIE SIĘ PRZEKONAĆ SAMI ☺ 


Książka jest cudna, piękna, pełna magi pierwszej miłości, ale też ma drugie oblicze - pełne cierpienia losy bohaterów chwytają serce czytelnika, miażdżą, zaskakują i nic nie jest w niej pewne, stałe. To niezwykła książka, która powinien mieć każdy na swojej półce. Czytajcie bo warto.




"On jest słońcem, wokół którego kręci się mój świat. 
Jeśli ktoś mi go odbierze, znów zostanę w ciemnościach."



9/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu 










Obserwatorzy

Google+ Followers