piątek, 17 listopada 2017

KASIK o "Terapia" Kathryn Perez

To książka, którą musiałam mieć i  musiałam o niej napisać recenzję. Pisałam Wam już, że tą historię czytałam jakieś trzy lata temu i pamiętałam, że mnie zachwyciła. Jednak życie pokazało już nie raz, że to co kiedyś się czytało, nie zawsze zachwyca po ponownym przeczytaniu i czasem po prostu lepiej nie odnawiać  historii, tylko zostawić ją na piedestale w swoich wspomnieniach..... 
jak było z Terapią?

Zanim ją zaczęłam byłam pewna, że to będzie bułka z masłem - nie pamiętałam o czym była,  ale byłam pewna, że jak przeczytam pierwszy rozdział wszystko wskoczy swoje miejsce niczym układanka, a ja przemknę przez nią niczym wiatr.... tak, tak dobrze się domyślacie - nic z tego powyżej nie miało miejsca.

Po pierwsze nic nie pamiętałam. Miałam totalną dziurę i w trakcie książki dzwoniłam do Tiny ( która też ją kiedyś czytała) i pytałam - pamiętasz to, pamiętasz tamto? Ona też nic nie pamiętała ☺
Byłam w szoku. Jak mogłam nie pamiętać książki, która kiedyś mnie zachwyciła?
Wstyd mi. Po jej skończeniu jestem rozdygotaną galaretą. Brak mi słów.... i całkowicie nie tego się spodziewałam...

Nie chce Wam streszczać w tej recenzji treści, chce się skupić na moich odczuciach i tego czego oczekiwała, a co dostałam. 

Spodziewałam się młodzieżówki. Młodej dziewczyny dręczonej w szkole i jego -  pięknego gwiazdora szkoły, który zakochuje się w niej. Spodziewałam się traumatycznych obrazów szkolnego dręczenia, psychicznego znęcania. 
Już z samego opisu książki można wywnioskować, że główna bohaterka musi mieć traumatyczne przeżycia by zostać doprowadzoną do takiego stanu....
Oczekiwałam księcia na białym koniu, który wybawi ją oraz  uleczy i razem odjadą
w stronę zachodzącego słońca.... no cóż, pewnie się domyślacie, że nic z tego? Autorka mogła skończyć ją w ten sposób, miała do tego możliwości, ale poszła zupełnie inną drogą nadając słowom cierpienie i realizm zupełnie nowego znaczenia. 


Podzieliła ona książkę na 2 części - gdy bohaterowie mają po naście lat i są w szkole oraz  obecną. Różnica w czasie - 6 lat.
Kończąc pierwszą zostawia nas w takim osłupieniu, że ja osobiście nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Frustrowało mnie to, że nie pamiętam treśći, że nie wiem co dalej, że widząc jak poczynia sobie z moimi uczuciami autorka całkowicie nie mam pojęcia w którą stronę pójdzie i jak poprowadzi losy bohaterów. A uwierzcie mi to co spotka ich w pierwszej części jest druzgocące, bolesne, a ich przyszłość.... no cóż stoją nad przepaścią.
Jakoś otrząsnęłam się tych emocji, stwierdziłam, że dalej już będzie tylko lepiej... prawda?
Nie, nie i jeszcze raz nie. Byłam w szoku, myślę, że każdy będzie bo to co jest tu opisane 
i  w jaki sposób po prostu zwala z nóg. Autorka dosłownie miażdży nas problemami bohaterów, wbija szpilkę po szpilce niczym w laleczkę voodoo, a ja jako czytelnik rozpadałam się na kawałki przy każdym rozdziale.... do tego jeszcze to złudzenie 
- myślimy , że już, jest lepiej, już jet o , i nagle.... BUM. Nic tu nie jest pewne, nic tu nie jest stałe. Książka jest całkowicie nieprzewidywalna, mocna i mroczna. Jak już pisałam nie ma tu słodkiej bajki, nie znajdziecie tu niczego klasycznego. To Tir, który nas taranuje . 
Każe nam po prostu się zamknąć i spojrzeć głębiej, doświadczyć czegoś więcej i skupić się na rzeczach ważniejszych. Zmusza nas do refleksji i po prostu mentalnie policzkuje czytelnika.




Jestem złamana, jestem na kolanach, jestem wstrząśnięta. Tą książkę powinien przeczytać absolutnie KAŻDY i to  bez względu na wiek. Ta historia ma w sobie tyle przesłania począwszy do znęcania się nad innymi, cierpieniem, cięciem się i umartwianiem, a na miłości i uleczaniu kończąc. Zawiera w sobie tyle mądrości i prawd życiowych, o których często zapominamy - uczy nas pokory 
i szacunku nie tylko do siebie samych, ale przede wszystkim do innych.  Ona pokazuje ile warte jest, życie i jak łatwo je zaprzepaścić, stracić....

Czy zawsze rozumiałam bohaterkę - absolutnie nie. 
Były momenty gdy chciałam ją zabić, chciałam roztrzaskać mój czytnik, chciałam spalić książkę. 
Ta powieść wzbudziła we mnie tyle emocji, tyle skrajnych emocji.... by dopiero na końcu zrozumieć, by dopiero na końcu odnaleźć sens całości, by móc ją przytulic  do serca, uronić łzę i powiedzieć autorce ciche DZIĘKUJĘ.....



POLECAM

11/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe







środa, 15 listopada 2017

TINKA o „Arsen” Mia Asher

Powieść, o której zaraz postaram Wam się opowiedzieć, wzbudziła moje zainteresowanie kilka lat temu, gdy przeglądałam portal Lubimy Czytać. Miała w sobie siłę przyciągania i musiałam ją przeczytać. Wtedy byłam zachwycona. Przypominam sobie jak dławiłam się poprzez wstrzymywane emocje. Z niecierpliwością czekałam, aż znajdzie się wydawnictwo, które odważy się wydać tą kontrowersyjną historię. Jak głosi sam opis na okładce „Arsen” to opowieść o nieszczęśliwej miłości. Ale czas sprawił, że się zmieniłam, życiowe doświadczenia zmieniły mnie znacznie i już nie jestem tą samą osobą, która czytała tą książkę kilka lat temu… zatem czy tym razem byłam zachwycona? Sprawdźcie…

Wystarczyło jedno spojrzenie…
Jestem oszustką.
Jestem kłamczuchą.
Moje życie to jeden wielki bałagan.
Kocham mężczyznę.
Nie, kocham dwóch mężczyzn…
Tak sądzę.
Jeden z nich odwzajemnia to uczucie. Drugi sprawia, że płonę.
Jeden jest moją opoką. Drugi – kryptonitem.
Jestem załamana, zagubiona i zniesmaczona samą sobą.
Ale nie potrafię się powstrzymać. Oto moja historia.
Opowieść o mojej nieszczęśliwej miłości.





Cathy to bohaterka, która można by rzec, ma idealne życie. Pracę, w którą jest zaangażowana, oraz cudownego męża, który ją ubóstwia i zrobi dla niej wszystko. Niestety w to „perfekcyjne” życie uderza tragedia. Cathy trzeci raz z rzędu traci dziecko. Ciąża za każdym razem jest zagrożona, a wszelkie zabiegi i starania nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa dziecku i psychice Cathy, która z każdą stratą staje się coraz słabsza. Cathy zaczyna powoli zamykać się w sobie. Zaczyna unikać męża, a przyjemności życia seksualnego stają się dla niej przykrym obowiązkiem.

Wtedy poznaje Arsena, niesamowicie przystojnego mężczyznę, który okazuje się być synem człowieka, dla którego pracuje Cathy. Już na pierwszym spotkaniu okazuje się być bardzo pewnym siebie i bezczelnym playboyem. Uderza w nią jego magnetyzm i oczy, których nie potrafi zapomnieć. Cathy przeczuwa, że może mieć przez niego kłopoty. Stara się trzymać go na dystans… ale jej problemy psychiczne zaczynają się pogłębiać. Nie ma z kim o nich rozmawiać. Nie chce pomocy swojego idealnego męża, bo uważa, że jej nie rozumie, zbywając wszystko swoim optymizmem. Natomiast Arsen przebywając z nią w pracy w dziwny sposób potrafi ją ukoić, wysłuchać i wesprzeć. I tu zaczyna się jazda bez trzymanki. Istny emocjonalny roller coster, a wydarzenia jedno po drugim zaczynają się walić jak domek z kart. 

Autorka w mistrzowski sposób żonglowała uczuciami bohaterki. Jeżeli taki był jej zabieg, by wzbudzać w nas skrajne emocje, to osiągnęła maksimum. Ponieważ ja tą książkę nienawidziłam i uwielbiałam jednocześnie. Odkładałam z odrazą, ale zaraz biegłam z powrotem by czytać ciąg dalszy. Gdybym mogła to potrząsnęłabym Cathy i zapytała dlaczego?! Jak mogła? Doszukiwałam się winy u wszystkich. Liczyłam, że w retrospekcjach, które są na początku książki, przeczytam o czymś, co sprawi, że obronię decyzję Cathy. Przecież jej życie usłane było różami. A mimo tego dopuściła się tak skrajnej sytuacji. Ciężko mi pojąć, dlaczego sięgnęła po takie, a nie inne środki?!

Ale czy nie jest właśnie tak, że potrzebujemy wsparcia, gdy świat nam się wali? Czy nie łakniemy ciepła i bliskości, gdy głęboko w nas widzimy tylko ciemność? Czy nie podejmujemy wtedy decyzji, które mogą zmienić nasze życie? Może i tak, ale egoizm nie jest dobrym doradcą, a w tym przypadku Cathy wielokrotnie, nie brała pod uwagę konsekwencji swojego postępowania.

Mam ogromy problem, by ocenić tą powieść. Po pierwsze jest niesamowicie wciągająca, to bez dwóch zdań. Ale bywa irytująca i niesamowicie niedojrzała, poprzez zachowanie i decyzje bohaterki. Ogólnie dla mnie ta powieść jest burzą w piękny słoneczny dzień. Wiem, że później pojawi się słońce, tylko czy po tej burzy... w promieniach słońca nie będzie widać zbyt wielu zniszczeń? Chodź naprawdę starałam się zrzucić całą winę na Cathy, to muszę Wam powiedzieć, że moim zdaniem winę za wszystko poniósł każdy po trochu. Idealny mąż Ben. Magnetyczny Arsen… oraz słaba psychicznie i zdesperowana Cathy. Każdy przeżywał ból w inny sposób i to nie podlega dyskusji… natomiast zadaniem autorki było ukazanie ogromnego kontrastu pomiędzy odczuciami tych postaci, co moim zdaniem zrobiła mistrzowsko.

„Arsen” to powieść, która na bardzo długo zapadnie w pamięci. Jest kontrowersyjna a jej zakończenie tak bardzo zaskakujące, że do samego końca trzyma nas w napięciu. Wzrusza i dławi przez ogrom emocji… chciałabym powiedzieć, że ta powieść uczy jak nie postępować w tak skrajnych przypadkach, ale każdy powinien ją ocenić wedle własnego gustu. Jedno jest pewne. Każda historia, w jakiś pokrętny bardziej lub mniej sposób, ma swój happy end… a „Arsen” dosłownie mnie pobił swoim zakończeniem. Polecam. Emocje gwarantowane.

7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:

poniedziałek, 13 listopada 2017

KASIK I TINKA O MIĘDZYNARODOWYCH TARGACH W KRAKOWIE



Kochani,  wiecie, że  w tym roku zawitałyśmy na nasze pierwsze książkowe targi. Przezywałyśmy przez pół roku i ekscytowałyśmy się strasznie... trąbiłyśmy o tym co chwila na naszym profilu.

Po pierwsze nie polowałyśmy na autorów - chciałyśmy przeżyć święto książek, a na kim nam zależało i i jak było?



KASIK: 
Na początek Gabriela Gargaś. Przyznam się szczerze - stresowałam się. Bo nie wiedziałam czego się spodziewać, o czym mówić.... oczywiście zupełnie niepotrzebnie. Pani Gabriela to niezwykle ciepła i pełna uroku kobieta. Rozmawiało się nam niezwykle sympatycznie.  

TINA:
Ja nie mogłam się doczekać tego spotkania.  Uwielbiam styl Pani Gargaś. Przeczytałam większość jej książek i już po pierwszej wiedziałam, że chcę ja poznać i osobiście powiedzieć, że pięknie pisze o ludziach i dla ludzi. Udało się, było nawet małe wzruszenie i dużo uśmiechów :)








KASIK

K.N Haner 

Musze się Wam przyznać, że do Kasi musiałam po prostu iść. Znamy się online i koniecznie chciałam  poznać ja w realu. Przyznam się, że poszłam z gołą łapą - bez książki i dosłownie na ostatnią chwilę - Bogu dzięki fani jej dopisali i podpisywanie książek się wydłużyło.

Stojąc w kolejce obserwowałam - i muszę Wam powiedzieć, że Kasia to niezwykła osoba, która bez jakiegokolwiek zadęcia rozmawia z ludźmi, śmieje się z nimi, żartuje, przytula. Lgnie do nich, a oni do niej. Jest taka.... zwyczajna dziewczyna z sąsiedztwa. Byłam pod wrażeniem. 
Ciekawa byłam czy mnie pozna.... zdjęcia profilowe mogą mylić.... no cóż kolejny raz napiszę - niepotrzebnie bo już po chwili byłam przytulana i rozmowa potoczyła się tak.... naturalnie.


Super spotkanie :) 





Widziałyśmy:




A bawiłyśmy się w swoim towarzystwie.... wybornie :)






I już wszyscy wiedzą jak wyglądamy :)






KASIK:
Nie byłabym sobą gdybym nie ponarzekała.... Kochani organizacja była potworna, fatalna i wiele radości mi odebrała. 
Główny zarzut kieruje do miejsca. Jest go za mało. Organizator nie wiedział jakim zainteresowaniem cieszy się to wydarzenie? Kolejki do kas i tłumy, tłumy, które praktycznie uniemożliwiają swobodne poruszanie się. Tłum mnie porywał, a ja musiałam z nim walczyć niczym z rwąca rzeką.
Organizator nie panował nad tym. Nie przeliczali osób przychodzących względem wychodzących. Było gorąco, duszno. Na miejscu był catering - nie muszę mówić, że dostać się tam to graniczyło z cudem? Ludzie czekający, czy tez po prostu odpoczywający pomiędzy spotkaniami autorskimi nie mieli gdzie usiąść. Efekt siedzieli na podłodze, schodach- jak ich minąć i nie zdeptać? Jak siedzieć i nie zostać zdeptanym??
Tu daje ogromny minus i pod tym względem byłam okropnie rozczarowana.





TINA:
Podzielam uwagi Kasi. Organizacja nie poradziła sobie dosłownie na każdym etapie. A dodam jeszcze, że najbardziej oblegane stoiska miały naprawdę mało miejsca, by zmieścić jednocześnie uczestników i osoby, które czekały w kolejkach po autografy. Na szczęście entuzjazm nas nie opuszczał. Były plany żeby spotkać tez innych autorów, ale zabrakło czasu, cierpliwości no i jednak ciasnota... ale muszę to powiedzieć : KRAKÓW jest piękny! Miałyśmy piękne wieczorne zwiedzanie i miasto robi wrażenie. Szkoda, że pogoda nie dopisała i tak szybko skończyło się nasze spotkanie. Ale już planujemy następne :)


czwartek, 9 listopada 2017

TINKA o „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta”. W. Bruce Cameron

Pewnie nikogo nie zdziwi, że sięgnęłam po tą książkę z czystej miłości do czworonogów. Nie potrafiłam się oprzeć uroczej okładce i gdy tylko dowiedziałam się o premierze tej książki, zapragnęłam ją przeczytać i przekonać się czy skradnie moje serce…
Spójrzcie na opis: 

 
Josh Michaels z oburzeniem odkrywa, że sąsiad podrzucił mu pod drzwi ciężarną suczkę Lucy. Nie może jednak oprzeć się uroczemu spojrzeniu brązowych ślepi i chociaż nigdy nie miał zwierzęcia domowego, postanawia przygarnąć psiaka.
Kiedy na świat przychodzi pięć niesfornych szczeniaczków, Josh zgłasza się po pomoc do lokalnego schroniska. Tam poznaje uroczą i kochającą zwierzęta Kerri, która z zapałem uczy go, jak dbać o psią rodzinkę. Wspólnie przygotowują szczeniaki do adopcji w ramach świątecznego programu szukania nowych domów psiakom ze schroniska.
Wraz z upływem czasu Josh zaczyna darzyć dziewczynę coraz cieplejszym uczuciem. Im bardziej zakochuje się w Kerri, tym bardziej przywiązuje się do futrzaków, które wniosły w jego życie mnóstwo miłości. Kiedy zbliżają się święta i nieuchronny termin oddania szczeniaków, Josh zastanawia się, czy będzie w stanie bez nich żyć.

„Psiego najlepszego” wciągnęło mnie w swój świat już w pierwszym rozdziale. Z każda stroną coraz bardziej wpadałam w tą niesamowicie ciepłą i serdeczną historię. Straciłam głowę dla suczki Lucy i wiedziałam, że to samo stanie się z naszym „zatwardziałym” bohaterem - Joshem. Uważał, że posiadanie psa to ogromny ciężar, więc stronił od takich obowiązków. Postawiony pod ścianą ze względu na podstęp sąsiada z dnia na dzień mięknie w obliczu wyzwania, jakim staje się zaopiekowanie ciężarną suczką. Oczywiście wszystko w cudowny sposób zaczyna się „komplikować”, gdy Josh dodatkowo odkrywa tajemniczy karton na kipie swojego samochodu. Jego świat odwraca się o 180 stopni i nagle staje się odpowiedzialny za psią rodzinę.

Książka została napisana bardzo lekkim językiem, ale nie mylmy pojęcia z banalnym i prostym. Autor między wierszami przedstawił nam wiele mądrości płynących z posiadania psa. Przede wszystkim pokazał jak ogromny wpływ na nasze życie ma bezinteresowna „psia miłość”. Jak bardzo jesteśmy w stanie zmienić swoje przyzwyczajenia, gdy przygarniamy do swojego domu istotkę, dzięki której odczuwamy jeszcze więcej radości i szczęścia. Uczucia te zazwyczaj są odwzajemnione i często w chwilach smutku lub zwątpienia możemy szukać pocieszenia w równie smutnych oczach naszych pupili. Wielokrotnie samym spojrzeniem dają nam do zrozumienia, że pojmują nasze myśli. Powieść rozczula i ciśnie łzy do oczu. Jeżeli uważamy, że nie jesteśmy w stanie zmieścić więcej miłości… mylimy się :)

Ale oczywiście historia nie skupia się tylko na życiu psiej rodziny. Poznajemy bohaterów, których nie da się nie lubić. Nieświadomie uroczy, nieporadny i rozbity po skończonym związku Josh, zaczyna się na nowo angażować w życie uczuciowe. Nie jest to dla niego łatwe, ale z pomocą Kerri zaczyna zauważać błędy, których powinien unikać, jeżeli planuje oddać swoje serce. Natomiast Kerri, ciepła i serdeczna opiekunka schroniska wlewa w nasze serca dobro. Uczy jak szlachetnie obdarzać zwierzęta miłością i pomagać w ich wychowaniu.

Książka „Psiego najlepszego” to cudowna bajka na długie zimowe wieczory. Powieść jest urocza, zabawna i wzruszająca. Otula nas swoja dobrą aurą, daje mnóstwo miłości i radości. Budzi uśmiech na twarzy i potwierdza powiedzenie, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Polecam miłośnikom zwierząt oraz wszystkim czytelnikom, którzy pragną jeszcze więcej ciepła na sercu w mroźne wieczory.

7/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:

Obserwatorzy

Google+ Followers